Powtórzenie oraz czym jest arhat

Omawiamy lam-rim i jest to schemat porządkujący podstawowe nauki zawarte w sutrach. Zobaczyliśmy, że odnosi się to do lam, co tłumaczy się, jako „ścieżka”. Odnosi się to do stanów umysłu, które będą działały jako ścieżka prowadząca do jakiegoś celu. One występują narastająco, jak szczeble drabiny. Poprawię się – one nie są jak szczeble drabiny. Są jak piętra budynku. Jeśli chodzi o szczeble drabiny, to gdy wchodzimy na wyższy opuszczamy niższy. A to nie jest takie. To nie szczeble drabiny, lecz raczej kolejne piętra budynku, gdzie każde piętro budynku opiera się na piętrach niższych. Kiedy więc jesteśmy na którymś wyższym piętrze, powiedzmy na trzecim, to w rzeczywistości stoimy na fundamencie złożonym z parteru, pierwszego i drugiego piętra. Mamy je wszystkie. Tak więc mamy tu trzy zakresy nauk i te trzy zakresy są ścieżkami umysłu prowadzącymi ku lepszemu odrodzeniu, ku wyzwoleniu od wszelkiego niekontrolowanie powtarzającego się odradzania oraz ku oświeceniu. Oświecenie odnosi się do zdolności do pomagania każdemu w przezwyciężeniu niekontrolowanie powtarzającego się odradzania.

Wszystko to jest zbudowane na założeniu odradzania się w znaczeniu jednostkowych kontinuów umysłu niemających początku ani końca. Zobaczyliśmy, że wielu z nas, szczególnie na Zachodzie, podąża za wersją Dharma-lite (lekką) lam-rim. Zaś Dharma-lite nastawia się na posługiwanie metodami Dharmy, jakie są ujęte w lam-rim, zasadniczo do poprawy jakości obecnego życia. Jak wspomniałem, sama z siebie Dharma-lite nie może doprowadzić do oświecenia. Lecz jeśli podążamy za wersją Dharma-lite uznając to, że potrzebujemy tych trzech zakresów oraz mając wobec nich szacunek, mając intencję spróbowania pójścia dalej, niż tylko Dharma-lite i ostatecznie, kiedy będziemy gotowi, podjęcia rozwoju poprzez te trzy zakresy nauk, a na koniec pracy w kierunku osiągnięcia oświecenia. Owo podążanie za wersją Dharma-lite, jako stopniem na ścieżce ku pełnemu oświeceniu, jest wtedy czymś doskonale odpowiednim. To nie oznacza wcale, że podążanie za Dharma-lite poza tym kontekstem jest bezużyteczne. Ono bezsprzecznie jest użyteczne. Lecz będzie ono o wiele mocniejsze, jako rzeczywista metoda buddyjska, jeśli podążamy nią jako stopniem do wyższych etapów.

Wspomnieliśmy również o tym, że materiał zawarty w lam-rim ma tego rodzaju charakter, że musimy co raz to na nowo do niego wracać. W miarę poznawania kolejnych nauk Dharmy musimy wracać i dołączać je do rozmaitych punktów lam-rim, ponieważ wszystkie te rozmaite punkty nauk Dharmy łączą się ze sobą w sieć i wzajemnie wspierają. Zatem osiągniemy większą głębię w swoim rozumieniu i rozwoju, jeśli podążymy za tą procedurą. Jeśli również spróbujemy dołączyć motywującą emocję zakresu zaawansowanego, czyli innymi słowy współczucie – miłość i współczucie wobec każdego i użyjemy tego, jako siły napędowej do rozwinięcia wszystkich tych stopniowanych etapów, i w pewnym sensie uzupełnimy już obecną motywującą emocję, wyszczególnioną w naukach tego zakresu, to wtedy cała nasza praktyka, cała nasza praktyka wpasuje się w dziedzinę czy sferę praktyki mahajany.

Nie nazwałbym tego „wspaniałym współczuciem” czy „wielkim współczuciem”.

Po prostu współczucie.

Dlaczego? Ponieważ wielkie współczucie jest, cóż, współczucie ogólnie jest życzeniem każdemu bycia wolnym, żeby wszyscy byli wolni od cierpienia i przyczyn cierpienia. Zaś „wielkie” współczucie jest życzenie im wolności od najgłębszego rodzaju cierpienia. Wszechogarniającego oddziałującego cierpienia pochodzącego z posiadania powtarzających się skupisk (składników jaźni). A zatem czy jest ono wielkie i rozległe w tym sensie, że w równym stopniu rozciąga się na absolutnie każdą ograniczoną istotę? To byłoby oczekiwaniem zbyt wiele (na tym etapie – przyp. tłum.) w kontekście całego rozwoju. Zatem tu wystarczy po prostu współczucie, życzenie innym wolności od cierpienia i jego przyczyn.

Omówiliśmy wczoraj sposób stawania się osobą posiadającą wstępny zakres motywacji. Nie jest to tylko kwestia przestudiowania rozmaitych treści nauk go dotyczących, czy nawet nauczenia się na pamięć i poznania wszystkich spisów z nim związanych, lecz oznacza w istocie całkowitą przebudowę siebie w kogoś takiego. Kiedy zaś mówimy o pełnej przemianie siebie, to sądzę, że możemy to zrozumieć ze sposobu opisania tego w odniesieniu do celu bodhiczitty. W pierwszym rozdziale Angażowania się w działania bodhisattwy, Bodhiczarjawatara, Śantidewa wspomina dość zdecydowanie o tym, że kiedy rozwinęliśmy bodhiczittę, cel bodhiczitty, to dniem i nocą – a nawet kiedy jesteśmy w stanie odurzenia - pozytywna siła stale się powiększa.

To nie odnosi się w rzeczy samej do pierwszej chwili wzbudzenia bodhiczitty, lecz do rozwinięcia tak zwanej „bezwysiłkowej” bodhiczitty. Nie musimy już wkładać w nią żadnej pracy czy wysiłku. Odnosi się to do tego, że normalnie, dla utrzymywania tego celu bodhiczitty, początkowo musimy przechodzić przez wszystkie etapy jej budowania. Innymi słowy, przechodzimy przez siedmioczęściową medytację przyczyny i skutku lub zrównywania, i wymieniania siebie na innych, musząc tym samym wkładać pracę, pracować nad tym. Tutaj zaś mówimy o sytuacji, w której to nie jest już konieczne, kiedy ona po prostu jest przez cały czas. Nie musimy już więc przechodzić przez wszystkie etapy, żeby ją budować. W przedstawieniu pięciu ścieżek prowadzących do stanu arhata czy Stanu Buddy, mówią one o pięciu umysłach ścieżki, nie ścieżkach, pierwsza z nich jest zwykle tłumaczona jako „ścieżka nagromadzenia” (które to tłumaczenie mi się nie podoba). Jest to budowanie umysłu ścieżki. Zasadniczo z tym właśnie umysłem ścieżki buduje się śiamathę – osiąga się ją w formie należącej do mahajany. Zatem osiąga się pierwszy umysł ścieżki wtedy, kiedy uzyskuje się bezwysiłkową bodhiczittę. To wtedy wszystko się zaczyna, mówiąc kategoriami tych tzw. ścieżek i etapów.

Może nieco bardziej to uszczegółowię. Nie jest tak, że rozbudowujemy śiamathę samą z siebie. Budujemy połączenie śiamathy i wipaśiany skupione na szesnastu aspektach czterech szlachetnych prawd lub, jeśli chcemy to uprościć, skupione na pustce.

Zatem bezwysiłkowa bodhiczitta oznacza, że obraliśmy sobie ten ogólny cel. Tkwi on u podstawy naszego kontinuum umysłu przez cały czas. Jest to główna ogniskowa naszego życia. Nie musimy sobie o niej przypominać. Nie musimy przechodzić przez siedem części przyczyny i skutku czy przez coś podobnego, żeby ją budować ponownie. Ona jest tu przez cały czas. To do tego odnosi się Śantidewa. W języku zachodnim powiedzielibyśmy, że cel bodhiczitty nie musi być sobie uświadamiany, gdyż występuje przez cały czas podświadomie, nawet kiedy śpimy. Zatem podobnie, rozszerzając to, moglibyśmy powiedzieć, że kiedy rzeczywiście staliśmy się autentyczną osobą każdego z tych zakresów, powiedzmy zmierzając do poprawy przyszłych odrodzeń i zapewnienia sobie w dalszym ciągu posiadania drogocennego ludzkiego odrodzenia, to tak naprawdę zmierzamy do tego, żeby to było bezwysiłkowe, żebyśmy nie musieli przechodzić przez wszystkie kroki medytowania nad drogocennym odrodzeniem, śmiercią, niższymi światami, schronieniem i karmą, lecz żeby to wszystko po prostu mieć w sposób bezwysiłkowy. Nawet sobie tego nie uświadamiając.

Zatem nie jest to żadne błahe osiągnięcie. Do tego się odnosiłem w sensie posiadania tych motywacji w sposób pełny, całkowicie przyswojony. I nie wyklucza to wcale dbania o własne sprawy związane z obecnym życiem, lecz nie jest to już główny punkt skupienia. Zaś aby osiągnąć ten poziom zakresu wstępnego musimy być całkowicie zasadniczo przekonani, bez najmniejszej wątpliwości, co do faktu odradzania się. Że będą przyszłe wcielenia i że będą one kształtowane przez karmę, zatem lepiej jest coś robić w tej sprawie. A możemy zrobić coś, żeby zapewnić sobie dalsze lepsze rodzaje odrodzenia. Musimy być o tym całkowicie przekonani.

Teraz nie oznacza to, że nie możemy pracować na ścieżce, dopóki nie osiągniemy tego pełnego poziomu bycia osobą objętą tym zakresem wstępnym. Osiągamy pewien poziom rozwoju tego wstępnego zakresu i nadal musimy budować go dalej, stawiając kolejne kroki w medytacji itd. To jest w porządku. Wtedy możemy iść dalej. Innymi słowy mówimy sobie wtedy, a może tak być, nawet zanim jeszcze uzyskamy całkowite przekonanie co do odradzania się „No cóż, nie jestem jeszcze o tym całkowicie przekonany, lecz zmierzam w tym kierunku i moje niezdecydowane wahanie coraz bardziej skłania się ku temu, zatem dam temu kredyt zaufania i pójdę dalej z tego miejsca".

Jeśli jednak jesteśmy na tym etapie, kiedy jeszcze sobie tego nie przyswoiliśmy całkowicie i nadal przechodzimy przez kolejne kroki, oznacza to, że mamy jeszcze dużo pracy do wykonania w tym wstępnym zakresie. Dlatego powiedziałem, że musimy coraz to od nowa powracać do tych rozmaitych etapów. Jak mówi się w ślubowaniach bodhisattwy, co możemy rozszerzyć również na tę sytuację, nie zadawalajmy się tym, co dotąd osiągnęliśmy, gdyż nie uzyskaliśmy jeszcze rzeczywistej rzeczy.

Teraz zakres pośredni. Zakres pośredni jest jeszcze trudniejszy i głębszy od zakresu wstępnego. Tu zmierzamy w ogóle do przezwyciężenia niekontrolowanie powtarzającego się odradzania. Pomyślmy o tym. Jeśli szczerze jesteśmy osobą o wstępnym zakresie motywacji, to bardzo łatwo i całkiem naturalnie jest przywiązać się do drogocennego ludzkiego odrodzenia. O co zawsze się modlimy w ramach zakresu wstępnego? „Obym dalej mógł uzyskiwać drogocenne ludzkie odrodzenie. Obym nadal przebywał z wszystkimi moimi przyjaciółmi, towarzyszami Dharmy i moimi guru oraz miał wszystkie te wspaniałe sposobności itd.” Bardzo jesteśmy do tego przywiązani.

Bardzo trudno jest przezwyciężyć to przywiązanie i pojąć, co oznacza wyrzeczenie się. Ponieważ, jeśli sądzimy, że będziemy mieć teraz dobre zdrowie oraz młode, silne i zdrowe ciało, i dobry umysł, to wszystko , to bardzo przywiązujemy się do tych rzeczy. Co zatem oznacza ten zakres pośredni? Czy oznacza, że nigdy już nie zobaczymy swoich przyjaciół? Mam na myśli to, że jest bardzo, ale to bardzo trudno mieć jakąś koncepcję tego, czym byłoby bycie istotą wyzwoloną.

Właśnie tak. Bardzo trudno jest zatem wykroczyć poza życzenie sobie dalszych lepszych odrodzeń, drogocennych ludzkich odrodzeń z przyjaciółmi, bogactwami, sprzyjającymi okolicznościami, życiem w spokojnych czasach, samymi cudownościami itd. Mówię tu o sprawach należących do Dharmy. A co z przywiązaniem do rzeczy przyziemnych? Będziemy młodzi, będziemy się znów zakochiwać i doznawać wszystkich tych rodzajów rozkoszy. Zwłaszcza kiedy się starzejemy w obecnym życiu i myślimy o tym, jak cudownie byłoby mieć znów wszystko, rozumiecie, wszystkie swoje zmysły, żeby lepiej widzieć, lepiej słyszeć, mieć więcej energii, być bardziej pociągającym od innych, gdybyśmy znów byli młodzi. Zatem to „Pragnę drogocennego ludzkiego odrodzenia” staje się bardzo mocno zmieszane z pragnieniem bycia znowu młodym. Są to więc rzeczy, które, jeśli przyjrzeć się poważnie temu pośredniemu zakresowi, musimy rozważyć i z którymi musimy pracować. Muszę wyznać, że to jest rzeczywiście trudny krok. I bodhiczitta jest była jeszcze trudniejsza – mam na myśli pragnienie wyzwolenia każdej istoty, która obecnie odrodziła się, jako owad, oczywiście. Szczere pragnienie tego.

Od czego więc zaczynamy nad tym pracę? Nie jest to łatwa kwestia. Muszę tu dodać, jak by to ująć, jestem nieco niezdecydowany co do najlepszej kolejności zagadnień, nad którymi musimy pracować. Przypuszczam, że jednym z bardziej kłopoczących zagadnień jest tu to, jak wyglądałoby bycie istotą wyzwoloną, arhatem. Jeśli jest to coś, ku czemu zmierzamy, to dobrze byłoby mieć bardziej wyraźny obraz tego, w co się wpakujemy, kiedy staniemy się arhatem.

Są rozmaite rodzaje opisów charakteryzujących arhata, w zależności od szkół filozoficznych w Indiach, indyjskich szkół buddyjskich. Tu podążamy za ścieżką mahajany. Zatem nie uznajemy żadnego z założeń hinajany, które mówią, że po tym, kiedy staliśmy się arhatem i umarliśmy, nasze kontinuum umysłu kończy się. Jest to coś, jakby to ująć, czym zupełnie się tutaj nie zajmujemy. To nie jest nasza koncepcja arhata. Już zajmowaliśmy się zagadnieniem niekończącego się trwania kontinuum umysłu.

Zatem, jeśli chodzi o istotę wyzwoloną, arhata, to przede wszystkim mamy dwa rodzaje takich istot. Nie mówimy tu o śrawakach i pratjekabuddach, pomińmy ich w swoich rozważaniach. Lecz w ramach arhatów występują dwa ich rodzaje. Występuje arhat, który staje się wyzwoloną istotą lub zamierza stać się wyzwoloną istotą i dopiero po tym, jak stanie się wyzwoloną istotą, ostatecznie rozwija bodhiczittę i dalej podąża ścieżką bodhisattwy. To jest jeden rodzaj. Są też arhaci, których nazywa się „arhatami z jednoznaczną linią”, co oznacza, że na długo przed tym, kiedy stali się arhatami, rozwinęli już bodhiczittę i skierowali się w stronę osiągnięcia Stanu Buddy, zaś stan arhata osiągnęli niejako po drodze do Stanu Buddy.

Dlatego, jeśli popatrzymy na pierwszy z tych dwóch, nazwijmy owe istoty arhatami odmiany hinajanistycznej, to ich kontinua umysłu po śmierci trwają w jakiejś czystej krainie. Zaś ci z jednoznaczną linią mogą, albo trwać w jakiejś czystej krainie, albo przejawiać się na zwyczajnej ziemskiej płaszczyźnie istnienia.

Zwróćmy uwagę, że przezwyciężyli oni istnienie samsaryczne, to niekontrolowanie powtarzające się odradzanie. Słowo „niekontrolowane” nie ma tu zastosowania w postaci swego przeciwieństwa, że ktoś mógłby je kontrolować. Nie są to więc najlepiej dobrane słowa. To słowo „kontrolować” odwołuje się do słowa „władza”. Zatem odradzanie się pozostaje we władzy przeszkadzających emocji i karmy. Kiedy staniemy się istotą wyzwoloną, nie będziemy już mieć czegoś zwanego „uzyskanymi skupiskami” – skupiskami uzyskanymi z mocy przeszkadzających emocji i karmy. To odnosi się do sytuacji po tym, kiedy arhat umiera, wynika z mocy mechanizmu dwunastu ogniw współzależnego istnienia. Nadal będzie mieć skupiska – ciało i umysł, lecz nie uzyskane z karmicznych przeszkadzających emocji, zatem te skupiska nie będą już zawierały domieszki karmy i przeszkadzających emocji.

Ciało arhata utworzą subtelne żywioły. „Żywiołami” z buddyjskiego punktu widzenia są ziemia, woda, ogień i wiatry. Zatem ciało stałe, ciecz, gaz i energia. Te subtelne żywioły [ciała arhata] będą w czystej krainie czymś widzialnym dla oczu innych arhatów i jego własnych, lecz nie będą widzialne dla nas, zwykłych ludzi, na przykład. Zatem inną nazwą dla tego rodzaju żywiołów, tego rodzaju ciała, jest „ciało subtelne /eteryczne/”. Lecz nie jak we śnie czy w czymś takim. Jest to bardziej podobne do tego rodzaju ciała, jakie mają istoty na płaszczyźnie form eterycznych, w tak zwanej „krainie form”. I będą pozostawać w takim stanie w jakiejś czystej krainie, nie doznając – nie jest tak, jakby się tam rodziły, tylko się po prostu pojawiają – nie doznając choroby, starości czy śmierci. Życie może tam trwać wiecznie. W istocie to kontinuum umysłu trwa tam wiecznie. Zatem mogą, albo, po prostu, pozostawać tam w stanie nazywanym „skrajnym zadowoleniem”, nadal medytując nad pustką itd., lub rozwinąć tam bodhiczittę i dalej trwać w tej czystej krainie, ale studiując i praktykując mahajanę, czy też przejawiając się w zwykłych światach ziemskich.

Lecz my, podążający lam rim – stopniowanymi etapami ścieżki mahajany, nie chcemy zaszywać się w żadnej czystej krainie. Oczywiście, że występują w tantrze praktyki dla przenoszenia świadomości do jakiejś czystej krainy itp., ponieważ wtedy, jako bodhisattwowie w czystej krainie, nie doznajemy żadnych rzeczy odciągających i rozpraszających uwagę. Nie jest tak, że sobie pozostajemy w tej czystej krainie i dobrze się bawimy, zatem w czystej krainie spędzamy dwadzieścia cztery godziny na dobę zawsze praktykując, studiując i praktykując. To jest bodhisattwa. Dlatego możemy robić coś takiego jako arhat, jako bodhisattwa arhat, bądź możemy przejawić się w tym świecie i nadal starać się pomagać innym. I są tacy, oczywiście, sądzę, że to jest kwestia osobistych predyspozycji czy temperamentu. Albo wolimy wykonywać tego rodzaju intensywne praktyki w czystej krainie, albo naprawdę bardziej pociąga nas w gruncie rzeczy pomaganie ile się da ludziom na naszym poziomie.

Praktykujący dwadzieścia cztery godziny na dobę w jakieś czystej krainie potrzebują tego nadal, żeby szybciej osiągnąć Stan Buddy?

Tak. Właśnie tak. O to właśnie w tym chodzi. Praktykuje się tam dwadzieścia cztery godziny na dobę zawsze z intencją, żeby móc szybciej osiągnąć stan Buddy. Jest to interesująca kwestia w kategoriach debaty: Gdzie można zbudować więcej pozytywnej siły? Czy studiując w czystej krainie, czy też będąc tu, w naszym świecie, usiłując pomagać innym? I jest to przedmiotem debat.

Zatem zmierzamy ku temu, żeby stać się arhatem mahajanistycznym, arhatem bodhisattwą.

Dochodzimy teraz do punktu, który trudno jest zrozumieć. Kiedy, jako arhat i subtelne żywioły ciała, przejawiamy się w zwyczajnym świecie, to dzieje się tak, że zachodzi związek z niesubtelnymi żywiołami w plemniku i jajeczku rodziców, podobnie jak wtedy, gdy Budda przejawia się lub emanuje w tym świecie. Nie jest to jednak żadna hinduistyczna koncepcja „duszy” czy jakiegoś rodzaju materialnego ciała subtelnego, które pojawia się i wchodzi w te niesubtelne żywioły w plemniku i jajeczku, nie jest tak. Ani też nie jest to jakaś odrębna rzecz używająca tego mniej subtelnego ciała, biorąca je w władanie, czy coś w tym rodzaju.

Stosujemy w tym miejscu ten sam rodzaj analizy pustki, jakim posługujemy się w odniesieniu do związku pomiędzy jaźnią, albo „ja”, a skupiskami. Zatem, bez wchodzenia w szczegóły z braku czasu – trzeba to będzie kiedyś uzupełnić podczas zajęć – powiedzielibyśmy, że tak samo jak jaźń, „ja”, można przypisać podstawie niesubtelnych żywiołów ciała itp., podobnie też te subtelne żywioły ciała arhata, czy Buddy, można przypisać podstawie w postaci plemnika i jajeczka rodziców. Zaś to, co przypisujemy, nie jest tożsame z podstawą, której to przypisujemy. Omawia się to obszernie podczas analizy pustki. Zatem niesubtelne żywioły ciała – podstawy przypisywania, podlegają narodzinom, chorobie, starości i śmierci, zaś subtelne żywioły ciała arhata czy Buddy, którzy są od tego wyzwoleni, niczemu takiemu nie podlegają.

Dlatego, w pewnym sensie, kiedy stajemy się wyzwoloną istotą, to wcale nie odchodzimy opuszczając swoich guru, przyjaciół itd., ponieważ nie zamierzamy zaszywać się w jakiejś czystej krainie i po prostu niewiele tam robić. Nazywałoby się to rozkoszowaniem się spokojem nirwany.

Tak więc nadal będziemy mogli łączyć się z guru i z przyjaciółmi, itd., z wszystkimi takimi osobami, lecz, oczywiście, bez przywiązywania się. Daje nam to pewien przybliżony obraz tego, o czym tu mówimy.

Kiedy mówimy o splamionych i niesplamionych skupiskach, zwykle tłumaczy się to używając okropnego wyrażenia „skażone” i „nieskażone”, to mówimy o czymś innym. Zgodnie z wyjaśnieniem i definicją splamionego i niesplamionego, podawaną przez prasangikę gelug, splamione skupiska to te, które powodują powstawanie wrażenia prawdziwie ustanowionego istnienia, zaś niesplamione skupiska to takie, które takiego wrażenia nie wytwarzają. Zatem kiedy jakiś arhat jest całkowicie pochłonięty pustką i jego umysł nie wytwarza żadnego wrażenia prawdziwie ustanowionego istnienia czegokolwiek, to w tym czasie skupiska tego arhata pozostają niesplamione. W następujących okresach osiągania, innymi słowy, w okresach następujących po pochłonięciu pustką, czy to medytując nadal nad czymś innym, czy już nie medytując, umysł wytwarza wrażenie prawdziwie ustanowionego istnienia. W tym czasie więc skupiska danego arhata pozostają splamione.

Ujmując to w kategoriach ogólnych – arhaci czasem mają splamione skupiska, a czasem niesplamione. Natomiast Budda ma wyłącznie niesplamione skupiska. Zatem występuje różnica pomiędzy subtelnymi żywiołami ciała Buddy a subtelnymi żywiołami ciała arhata. Niemniej w obu przypadkach, kiedy przejawiają się w tym świecie, te subtelne żywioły są przypisywane do podstawy składającej się z niesubtelnych żywiołów ciała rodziców – plemnika i jajeczka rodziców.

Mamy więc mnóstwo informacji. Być może również informacji, z którymi nie jesteśmy w ogóle obeznani. Jeśli jednak zaczynamy pracować z tym i usiłujemy to wszystko rozgryźć, cóż to, wielkie nieba(!), oznacza? Dobrze… Wyzwolona istota. Ku temu właśnie zmierzamy. Jako wyzwolona istota chcemy dalej podążać ścieżką bodhisattwy. Powiedzmy, że chcemy więc dalej pracować tutaj, przynosząc pożytek innym ludziom. Zatem nadal będziemy się przejawiać na tym świecie. Bez wątpienia nie będzie tak, że oto mamy listę możliwych rodziców i teraz sobie ich wybieramy – my nie kontrolujemy tego, gdzie się odrodzimy. Lecz niewątpliwie dla wielu licznych, współzależnie powstających czynników wystąpi połączenie pomiędzy naszymi subtelnymi żywiołami arhata a niesubtelnymi żywiołami plemnika i jajeczka pary ludzkich rodziców.

Te niesubtelne żywioły, oczywiście, podlegają wszystkim prawom nietrwałości itd., zatem te niesubtelne żywioły z czasem, oczywiście, rozwiną w sobie błędy czy chorobę, zużyją się i będą musiały zakończyć swoją zdolność do bycia podstawą dla naszego umysłu, jako istoty wyzwolonej. One podlegają prawom fizyki. Zatem pomimo tego, iż te niesubtelne żywioły podlegają prawom fizyki, nie podlegają one prawom karmy, to, co się z nimi dzieje, nie pozostaje w mocy przeszkadzających emocji i karmy. Pozostają one jedynie w mocy ogólnych praw fizyki. Ale ciało subtelne nie podlega śmierci – chorobie, starości i śmierci.

Jako arhat nie doświadczymy niczego, co dzieje się w przypadku tych niesubtelnych żywiołów w którymś z trzech rodzajów cierpienia: cierpienia nieszczęśliwości, cierpienia zwyczajnej szczęśliwości oraz wszechdotykającego, wszechobejmującego cierpienia. Wszystkiego będziemy doświadczać albo ze szczęśliwością, która nie jest zwyczajną ludzką szczęśliwością pomieszaną z czepianiem się prawdziwego istnienia, albo ze zrównoważeniem, które, podobnie, nie jest połączone z czepianiem się prawdziwego istnienia i przywiązaniem itp. Ponieważ, jako arhat, możemy trwać pochłonięci na którejś z tych wyższych płaszczyzn czy poziomów stałości umysłu, w których występuje jedynie zrównoważenie. Jako Budda, doznawalibyśmy wyłącznie szczęśliwości niezmieszanej z żadną z tych przeszkadzających emocji itd. W tantrze opisuje się to w kategoriach błogiej świadomości itp.

Poświęciłem sporo czasu, a nie mamy go zbyt wiele, na opis tego, jak to może być, kiedy jest się arhatem. Przeznaczyłem na to tę ilość czasu, ponieważ muszę powiedzieć, skoro objaśniam to również w jakiejś mierze w kategoriach osobistego doświadczenia z pracy z tym materiałem, że jest to jedna z wielkich przeszkód, w sensie naprawdę poważnego rozpatrywania tego zakresu pośredniego. Albowiem, no dobrze, porzucamy samsarę i co dalej?! I bez jasnej idei tego „co dalej”, bardzo ciężko będzie sobie powiedzieć „Ha, chcę pozbyć się tego samsarycznego odradzania się!”

Przeznaczmy teraz kilka minut na przyswojenie sobie tego, co poruszyliśmy.

[Przerwa.]

Jednym z punktów wymagających wyjaśnienia jest ten, iż ciało subtelne arhata nie jest takie samo, jak subtelne ciała Buddy, fizyczne ciała Buddy oraz że nie powinno się mylić ze sobą tych dwu. Subtelne ciała Buddy, nazywane Nirmanakają i Samboghakają, są dalece bardziej subtelne, niż tak zwane subtelne ciało eteryczne arhata. Lecz sposób, w jaki są one przypisywane niesubtelnym żywiołom matki i ojca, jest taki sam.

To, co przydarza się nam w tym życiu, zanim staniemy się wyzwoloną istotą, dojrzewa w samsarycznym istnieniu, jako skutek niewiarygodnie ogromnej ilości czynników, łącznie z rozmaitymi aspektami karmicznymi w naszym własnym kontinuum umysłu oraz aspektami karmicznymi w kontinuach umysłów innych istot.

Ciała, jakie przybieramy?

Po prostu to, co się nam przytrafia. Kogo spotykamy… prowadzimy samochód i ktoś wbiega nam pod samochód, i go potrącamy. To dzieje się wskutek naszej karmy i karmy tej osoby, nie tylko naszej karmy. Natomiast to, co się nam przydarza, kiedy jesteśmy arhatami czy Buddami, powiedzmy rozmaite spotykane osoby, którym próbujemy pomóc – pamiętajmy, że mówimy tu o arhacie bodhisattwie, gdyż na nim się tu właśnie skupiamy, to będzie to z naszej strony skutek współczucia i modlitw o możliwość przynoszenia pożytku wszystkim, zaś ze strony tych osób ich karma. Nie jest to więc skutek naszej własnej karmy. Jest to skutek i wpływ naszego pragnienia pomagania każdemu. To właśnie dlatego wykonujemy te praktyki mahajany, gdzie wizualizujemy niezmierzone ilości istot dookoła siebie, żeby ustanowić związek z niezliczonymi istotami. Wskutek naszych modlitw i współczucia, to będzie jeden z czynników, w połączeniu z karmą tych istot, będziemy je spotykać i wywierać na nie pozytywny wpływ.

Kiedy więc, jako bodhisattwa czy Budda, mamy styczność z kimś czy spotykamy kogoś, nie doświadczamy przy tym żadnych przeszkadzających emocji wobec tej osoby. Nie będziemy żywić żadnego przywiązania do niej, pożądania jej, wrogości wobec niej ani niczego podobnego. Natomiast ta druga osoba, ze swej strony – ponieważ jej spotkanie z nami ma miejsce wskutek, między innymi, jej karmy - może odczuwać do nas przywiązanie, wrogość itp. Ale my będziemy żywić jedynie całkowite współczucie, zrównoważenie, równe nastawienie wobec każdego itp. Zatem forma tej styczności, jej dynamika, byłaby mocno inna na zewnątrz, od tej wewnątrz.

Tak więc nieco przybliżyliśmy sobie obraz tego, ku czemu zmierzamy w tym pośrednim zakresie i dotknęliśmy również nieco tego, ku czemu zmierzamy w zakresie zaawansowanym. To, jak sądzę, niezwykle pomaga uzyskać chęć rozwijania się w kierunku bycia osobą należącą do zakresu pośredniego i zaawansowanego, i jeszcze wyraźniejszego poznania tego, ku czemu zmierzamy.