Dalsza samsara

inne języki

Powtórzenie omawianych zagadnień

W takim sformułowaniu, a opiera się ono o punkt widzenia systemu doktryn indyjskiej mahajany we wszystkich tradycjachtybetańskich z wyjątkiem prasangiki gelug, karma jest wyłącznie czynnikiem umysłowym, impulsem. Jest to impuls pociągający nas w kierunku konkretnego doświadczenia lub przedmiotu. Mówiąc bardziej precyzyjnie, jest to impuls prowadzący nas ku danemu działaniu, jakim może być zrobienie, powiedzenie, czy pomyślenie czegoś. Impulsowi temu towarzyszą różne inne czynniki umysłowe, a w szczególności trzy z nich, stanowiące umysłową strukturę motywującą.

Jednym z nich jest rozróżnianie określonego obiektu, ku któremukierujemy nasze działanie. Następnie, mamy motywujący cel lub intencję, który jest celem naszego działania, tym, co zamierzamy zrobić z przedmiotem lub co zamierzamy zrobić przedmiotowi. Następnie, mamy towarzyszącą motywującą emocję. Może to być przeszkadzająca emocja, taka jak gniew, chciwość lub naiwności, jaka zwykle towarzyszy impulsowi do popełnienia destrukcyjnego czynu. Albo może być to także przeszkadzająca postawa, a mianowicie utożsamianie podlegających nieustannej zmianie skupisk czynników naszego doświadczenia jako trwałego i stałego „mnie”towarzyszącegowszelkim rodzajom działania: destruktywnym, konstruktywnym lub neutralnym. Konstruktywnym działaniom towarzyszą zazwyczaj pozytywne emocje, takie jak miłość i współczucie.

Motywujące emocje mogą czasami być odwrotne od dokonywanych przez nas czynów. Tak więc, możemy dokonywać czynów destruktywnych, takich jak zabicie komara, z pozytywnymi emocjami, jak miłość pragnąca chronić nasze dziecko. Możemy również dokonywać czynów konstruktywnych z przeszkadzającymi emocjami, jak ofiarowanie komuś bardzo drogiego prezentu, ponieważ jesteśmy przywiązani do tej osoby i w zamian chciwie pragniemy jej miłości. Przeszkadzająca postawa towarzyszy wszystkim działaniom karmicznym.

Rozróżniliśmy chwilę bezpośrednio poprzedzającą zrobienie, powiedzenie lub pomyślenie czegoś oraz okres, w trakcie którego faktycznie dokonujemy danego działania. W pierwszej przyczynowej fazie, impuls karmiczny przyciąga nas ogólnie do działania, podczas gdy impuls karmiczny w drugiej, jednoczesnej fazie pociąga nas ku faktycznemu rozpoczęciu, a następnie kontynuowaniu określonego działania. W obu przypadkach impuls karmiczny nie jest samym działaniem.

Umysłowa struktura motywująca może zmieniać się pomiędzy pierwszą a drugą fazą, w szczególności pod względem motywującego celu i motywującej emocji. Podczas fazy przyczynowej działania polegającego na biciu kogoś, naszą intencją mogło być po prostu przestraszenie tej osoby. Ale kiedy zaczniemy ją już faktycznie bić, nasza jednoczesna intencja zmienia w dążenie, by naprawdę ją skrzywdzić. Jeśli zaś chodzi o naszą motywującą emocję, mogliśmy wpierw chcieć zabić komara ze współczucia dla naszego dziecka, ale kiedy już rzeczywiście podjęliśmy działanie polegające na gonieniu go i biciu, po to, by go zabić, pojawiająsię gniew i wrogość.

Istnieją trzy rodzaje pokłosia karmicznego powstającegopo zakończeniu karmicznego działania: potencjały karmiczne, tendencje karmiczne i stałe nawyki karmiczne. Samo działanie jest pozytywną lub negatywną siłą karmiczną i zazwyczaj nazywa się je „zasługą” lub „grzechem”. Innymi słowy, samo działanie jest pozytywnym lub negatywnym rodzajem energii karmicznej. Po zakończeniu działania, siła karmiczna nabiera charakteru czy też przyjmuje naturę tendencji karmicznej. Nazwaliśmy to „potencjałem karmicznym”. Podobnie jak tendencja karmiczna, potencjał karmiczny jest abstrakcją, lecz w przeciwieństwie do rzeczywistej tendencji karmicznej, jest on nadal konstruktywny lub destruktywny, ponieważ nadal jest pozytywną lub negatywną siła karmiczną.

Kontinuum energii i potencjału karmicznego, łącząc się we [współdziałającą] sieć, wpływają na siebie nawzajem. Jest to podobne do przypisywania godziniekontinuum minut. Tak więc, mamy kontinuum energii i potencjału karmicznego, którym przypisujemy sieć siły karmicznej. Sieć siły karmicznej obejmuje więc sekwencję karmicznej przyczyny i skutku: faza energii karmicznej jest przyczyną, zaś faza potencjału karmicznego jest tym, co jest jej skutkiem.

[Współdziałająca] sieć odnosi się do skutków karmicznych, jakie dojrzeją z tego pokłosia karmicznego, nawet jeśli do tej pory jeszcze nie dojrzały. Jest tak dlatego, że siła i potencjał karmiczny odnoszą się wyłącznie do siły, która faktycznie wytworzy kolejny skutek oraz do potencjału, by faktycznie ów skutek wytworzyć. Ponadto, sieci karmiczne mogą rosnąć w siłę, gdy dokonujemy kolejnych podobnych działań, nabudowując tym samym coraz więcej siły karmicznej. Podstawa do przypisywania etykiet sieci staje się coraz większa.

Z buddyjskiego punktu widzenia zjawiska niestatyczne istnieją tylko dopóki są w stanie sprawować jakąś funkcję. Jeśli jakaś zmieniająca się rzecz nie może już wytwarzać skutków, to już nie istnieje. Tak więc, jeśli potencjał, tendencja, czy nawyk nie mogą już powodować tego, że działamy w określony sposób, lub że czegoś w jakiś sposób doświadczamy, to dobiegają swego kresu. Nie jest to już wówczas potencjał teraźniejszy. Taki potencjał, tendencja czy nawyk stają się czymś w przeszłości. Mieliśmy taki nawyk w przeszłości, ale teraz już go nie mamy. Mamy jedynie przeszły nawyk, lecz nie teraźniejszy nawyk, gdyż dobiegł on swego kresu.

Jeśli dobrze się je przemyśli, większość prawd zawartych w naukach buddyjskich prawd jest oczywistych samych przez się. Zjawiska statyczne nie wywołują skutków. Jeden plusjeden równa się dwa. Jest to fakt i jest on statyczny. Z drugiej strony, jeśli, na przykład, wciąż przydarza się czasami zobaczyć żywe zwierzę jakiegoś gatunku oznacza to, że potencjał i tendencja do tego, by niestatyczne, nietrwałe zjawisko, jakim jest widzenie okazu takiego zwierzęcia [danego gatunku] są wciąż obecne. Taki potencjał i tendencja istnieją, ponieważ wytwarzają skutki: widzenie żywych zwierząt tego gatunku. Jeśli takie zwierzę wymrze, nigdy więcej nie będziemy już mogli ujrzećgo na żywo. Nie będzie można wówczas powiedzieć, że istnieje potencjał czy tendencja, by zobaczyć takie zwierzę, nieprawdaż? Jeżeli potencjał zobaczenia czegoś nie może spowodować wystąpienia czy też wydarzenia się tego, staję się on jedynie potencjałemprzeszłym, a nie jest już potencjałemteraźniejszym.

Zobaczenie niektórych gatunków zwierząt na żywo zależy od obecności pewnych warunków, takich jak odpowiedni ekosystem. Pozostawmy na boku możliwość oglądaniaokazów takich zwierząt w zoo. Jeśli na zawsze zniszczymy ekosystem potrzebny im do życia, wówczas wymrą nie tylko same zwierzęta, a możliwość zobaczenia ich zniknie, lecz wygaśnie także potencjał, by takie zwierzęta zobaczyć. Nie będzie już wówczas szansy, by ujrzeć je raz jeszcze. Wszystkie one staną się wówczas zjawiskami przeszłości, nie teraźniejszości. Podobnie, gdy raz na zawsze wyzbędziemy się wewnętrznego zamętu, pomieszania, będącego głównym koniecznym warunkiem do dojrzenia i wytwarzania skutków przez potencjały karmiczne itd., wygasną nie tylko same skutki, lecz również potencjał karmiczny. Oznacza to, że takiej karmy już nie ma. W uproszczony sposób tak właśnie można opisać to, jak oczyszcza się karmę.

Owe trzy pokłosia karmiczne, owe trzy abstrakcje, rozróżniamy w oparciu o rozmaiteskutki jakie powodują oraz o to, w jaki sposób się to odbywa. Dwa z nich, a mianowicie – sieci siły karmicznej i tendencje karmiczne, wywołują swe skutki nieregularnie, w sposób nieciągły. Natomiast jedno z nich – stałe nawyki karmiczne – przynosi swe skutki w nieprzerwany, ciągły sposób. Dwa okresowo dojrzewające pokłosia karmiczne rozróżnia się podług tego, jak powstały oraz ich etycznego statusu. Siła karmiczna rozpoczyna się w trakcie działania, po czym trwa dalej po zakończeniu działania. Siła karmiczna, w swej ciągłości, jest albo konstruktywna albo destruktywna. Tendencje karmiczne zaczynają się dopiero po ustaniu działania i są etycznie neutralne, czyli nieokreślone jako konstruktywne albo destruktywne.

Nieregularnie dojrzewające pokłosia karmiczne dojrzewają jako skalane uczucia szczęśliwości, nieszczęśliwości lub uczucia neutralne pochodzące z wewnętrznego pomieszania. Wiążą się one z problemami i są nietrwałe. Nie wiemy, co będzie się dalej działo i nie przynoszą nam one zaspokojenia. Dojrzewają one również jako nasze doświadczanie skalanego otoczenia, skalanego ciała i umysłu oraz przydarzania się nam rzeczy podobnych do tych, jakie zrobiliśmy wcześniej, jak również jako chęć, by ponownie robić to, co już wcześniej robiliśmy.

Rzeczy, jakie dojrzewają z karmicznych tendencji i z sieci siły karmicznej, dojrzewają nieregularnie, co oznacza, że dojrzewają raz na jakiś czas, czasami, a nie przez cały czas. Z naszego zwykłego punktu widzenia, nie możemy przewidzieć, co będzie dojrzewać w następnej chwili. Nie wiemy, czy w następnej minucie będziemy szczęśliwi czy nieszczęśliwi, ani na co poczujemy ochotę. To właśnie jest w karmie straszne. Wznosisię i opada, gdyż powstaje z nieregularnie dojrzewającego pokłosia karmicznego.

Przewidywanie tego co osobiście się nam przydarzy

Czy nie ma więc żadnego sposobu, by przewidzieć to co nadejdzie?

Tylko Budda jest w stanie to przewidzieć. Z naszego osobistego punktu widzenia nie mamy na ten temat zielonego pojęcia.

Jednak mogę przywidzieć, że za każdym razem, kiedy idę w góry, będę się dobrze czuł.

Lecz nie zawsze musi tak być. Czy jest to więc kwestia prawdopodobieństwa? Czy to, co nam się przydarza jest po prostu matematycznym prawdopodobieństwem albo czymśtakim? Jedyne co możemy powiedzieć, to to, że [w takiej sytuacji] zazwyczaj czujemy się dobrze, nie możemy wszakże przewidzieć, że i tym razem na pewno będzie tak samo. Postanawiamy pójść w góry. I cóż się dzieje? Spotyka nas okropna burza, mimo że w prognozie pogody nic nie mówiono na ten temat. Byłoby to zetknięcie się z okolicznościami podobnymi do przeszłości i doświadczanie środowiska. Wszystko to wyjaśnia nasze doświadczenie.

Nie jest to tak, że deszcz pada wskutek dojrzewania mojej osobistej karmy. Rozwój środowiska jest dojrzewaniem zbiorowej karmy wspólnej dla wielu istot, ale omówienie tego jest dość skomplikowane, więc pozostawmy to na razie na boku, ponieważ istnieje wiele innych wiążących się z tym przyczyn, nie tylko czynniki karmiczne. To, co tu istotne, to to, że wskutek mojej osobistej karmy w pewnej chwili poczułem ochotę, by wyjść na zewnątrz, zaś w wyniku zbiorowej, wspólnej wielu istotom karmny, gdy już znalazłem się na dworze, padał akurat deszcz. Co więcej, w wyniku mojej osobistej karmy deszcz ten mnie złapał. Stał się on przedmiotem mojego doświadczenia, a zatem deszcz, jakiego doświadczyłem był skutkiem mojej karmy. Oto co dojrzewa z różnych rodzajów mojej karmy, jak również z karmy innych oraz wielu innych przyczynowych czynników.

Jednym ze skutków karmy jest znajdowanie się w sytuacji, w której dzieje się z nami coś podobnego do tego, co robiliśmy w przeszłości. Osoba, która zostaje zamordowana być może nie zamordowała nikogo w tym życiu, ale musiała wcześniej w jakiś sposób spowodować odebranie życia. Mogło się to wydarzyć milion żywotów wcześniej. Pytanie jakie możemy sobie w związku z tym postawić brzmi: „Jakie mogłyby być inne możliwe wyjaśnienia tego”? Właśnie o tym mówiliśmy pierwszego wieczoru. Czy rzeczy wydarzają się tak po prostu, bez jakiegokolwiek powodu, czy też z powodu szczęścia, losu lub przypadku?

Morderca działa pod wpływem karmy, ale ofiara nie. Zostaje więc zabita przypadkowo.

Cóż, gdyby to, co się z nami dzieje i co się nam przydarza było faktycznie przypadkowe, nie byłoby absolutnie żadnej możliwości, by cokolwiek z tym zrobić, by w jakiś sposób na to wpływać, więc nie byłoby żadnego powodu, by podążać jakąkolwiek ścieżką duchową. Jeśli ktoś chce tak sądzić, jest to jego wybór. Jakiż jednak skutek przyniesie pogląd na świat głoszący, że nie mamy absolutnie żadnej możliwości, by w jakikolwiek sposób wpływać na to, co się z nami w życiu dzieje? Buddyzm powiada przecież, że można coś z tym zrobić.

Czy to jakość doświadczenia jest tym, co w nim karmiczne.

Właśnie o to chodzi. Dlatego rozróżniamy otoczenie od doświadczania uczucia szczęśliwości lub nieszczęśliwości. Żadne z tych składowych nie pochodzą z tego samego źródła. Każda składowa doświadczenia pochodzi z innej przyczyny, choć łączą się one w jedno doświadczenie. Pójście w góry kiedy właśnie pada deszcz pochodzi z jednej karmicznej przyczyny, uczucie szczęśliwości lub nieszczęśliwości z innej przyczyny, zaś chęć, by tam pozostać, albo pójść gdzieś indziej z jeszcze innej.

Proszę, pamiętajmy więc, że samo to, iż mamy karmiczną przyczynę zmoknięcia na deszczu i to, że w danej chwili mamy ochotę wyjść na zewnątrz, jak i to, że faktycznie wyjdziemy wówczas na zewnątrz nie daje jeszcze gwarancji, że rzeczywiście złapie nas deszcz. Skutek nie istnieje wewnątrz przyczyny i nie pojawia się, gdy tylko otworzymy „karmiczną skrzynkę”. W każdej chwili, zanim jeszcze wydarzy się skutek, wiele różnych innych czynników karmicznych może również dojrzewać i wpływać na daną sytuację.

Ale deszcz nie pochodzi z karmicznej przyczyny.

Nie mówimy, że deszcz pochodzi z osobistej karmicznej przyczyny. Mówimy, że jednym z przyczynowych czynników przyczyniających się do powstania deszczu jest zbiorowa karma wszystkich, którzy urodzili się w tym środowisku. Na tej planecie, życie mogło rozwinąć się w drodze ewolucji jako potrzebujące wody formy życia jedynie w połączeniu z ewolucją samego ekosystemu, który może zapewniać wodę. Tak więc, zarówno ewolucja określonego zbioru form życia, jak i ewolucja środowiska, w jakim mogą one żyć, nieoddzielnie pochodzą ze zbiorowej karmy istot odradzających się jako któraś z form życia w takim wspierającym ich życie środowisku. To, co pochodzi zaś z naszej osobistej karmy, to uczucie ochoty, by w jakimś określonym momencie udać się w góry, nasze własne doświadczanie deszczu, oraz deszcz tak, jak go osobiście doświadczamy.

Pozwólcie, że posłużę się przykładem czegoś, co naprawdę przydarzyło się mojej przyjaciółce. Jechała sobie pociągiem i siedząc naprzeciwko kogoś w pewnej chwili pojawiło się w niej nagle uczucie, by poprosić tę osobę, by zamieniła się z nią miejscami, co też zrobiła. Pięć minut później doszło do wypadku kolejowego. Osoba, która zajęła jej miejsce zginęła, zaś moja przyjaciółka przeżyła. Właśnie o tym mówimy: o pojawiającym się uczuciu, by wejść w jakąś sytuację. Dlaczego pojawiło się w niej uczucie, by poprosić współpasażera o zamianę miejsc? Buddyzm powiada, że coś takiego nie jest dziełem przypadku.

W tamtym momencie nic nie uruchomiło karmicznych przyczyn jej śmierci, czymmogło być na przykład to, że jechała tamtym pociągiem. W zdecydowanie zbyt uproszczonym języku, możemy powiedzieć, że nie miała karmy, by wówczas tam zginąć. Natomiast jest doświadczanie czegoś innego, czyli siedzenie w cieniu i chęć, by poczuć na twarzy słońce uruchomiła jej inne tendencje karmiczne, jak na przykład, by powściągnąć swą nieśmiałość i by poprosić inną osobę o zamienienie się miejscami, co było być może napędzane egoistyczną troską o siebie. Tak właśnie możnaby zacząć wyjaśnianie procesu karmicznego.

Proszę miejcie jednak na uwadze fakt, że nie jest tak, iż odczucie jakie w niej powstało, czyli by poprosić kogoś o zamienienie się z nią miejscami wiązało się nieoddzielnie ze z góry określonym skutkiem, a mianowicie, że przeżyła tamten wypadek. Dwa różne zbiory osobistego pokłosia karmicznego dojrzewały pod wpływem tej samej okoliczności – jej jazdy pociągiem. Jedno z nich dojrzało jako chęć, by zwrócić się [do współpasażera] z prośbą o zamianę miejsc, zaś drugie dojrzało jako jej doświadczenie uczestnictwa w wypadku kolejowym. Natomiast jazda pociągiem nie zadziałała jako okoliczność dojrzewania osobistego pokłosia karmicznego by zginąć. Wszystkie te rzeczy wydarzyły się razem i nawet ich wspólne wydarzenie się nie było dziełem przypadku. Wszystkie one były ze sobą wzajemnie powiązane. W buddyjskim żargonie powiedzielibyśmy, że „powstawały współzależnie”.

Nikt nie mówi, że trzeba koniecznie przyjąć buddyjskie wyjaśnienia. Jednak zbadanie alternatywnych wyjaśnień, w jakie być może wierzymy oraz tego, jaki światopogląd i styl życia one powodują może nam bardzo pomóc.

Wszystko dzieje się za sprawą fizycznych praw natury

Słyszałem jak Jego Świątobliwość Dalajlama mówił, że nie wszystko, co się wydarza musi koniecznie wypływać z karmy. Mamy także fizyczne prawa natury. Przykładem jakiego użył było opadanie liści z drzew. To, które liście opadają z drzewa jako pierwsze, kolejność ich opadania oraz to, gdzie lądują na ziemi nie wynika z karmy. Drzewo nie ma karmy. Liście nie mają karmy. [Proces ten] przebiega więc w zgodzie z prawami fizycznymi. Natomiast to, co się z kimś dzieje wypływa z jego karmy. Karma wyjaśnia to, czego doświadczamy, to, co się z nami dzieje.

Czy owe fizyczne prawa są przypadkowe?

Jego Świątobliwość nie powiedział, że jest to przypadkowe, lecz że wynika z praw fizyki. Wiem trochę o tym jak Jego Świątobliwość myśli. Wydaje mi się, że w kontekście dyskusji jaką prowadził wówczas z fizykami kwantowymi, którzy mówili, że wszystko to wynika z prawdopodobieństwa lub chaosu, chodziło mu o to, że z buddyjskiego punktu widzenia należałoby powiedzieć, że stworzenie wszechświata oraz to, jakim jest rodzajem wszechświata wraz ze swymi szczególnymi prawami fizyki itp. ma przyczynę w zbiorowej karmie wszystkich istot, które jeszcze się w nim nie odrodziły, ale które mają przyczyny odradzania się w takich właśnie fizycznych warunkach. Gdy wszechświat powstaje ze zbiorowych przyczyn karmicznych, wówczas wszystkie prawa nauki, wszystkie prawa fizyki idą w ich ślad. Prawa te dyktują, to, co faktycznie dzieje się z opadającymi liśćmi, obrotami planet itp.

Tak właśnie wyjaśnia to zazwyczaj Jego Świątobliwość. Zbiorowa karma powoduje czy też określa rodzaj wszechświata, w jakim się znajdujemy a następnie prawa fizyki tegoż wszechświata podejmują swe działanie. Gdy wali się skała nie jest karmą skały, by się zwalić, lecz jest moją karmą, by poczuć chęćpójścia wówczas na spacer, więc gdy wali się na mnie skała jest to moją karmą. Jednakże to, oberwanie skałą nie jest czymś, co we wrodzony i nierozłączny sposób istnieje w pójściu na spacer ani w pokłosiu karmicznym, które dojrzało stając się chęciąpójściana spacer. Zbiorowa karma kształtuje rodzaj wszechświata, jaki powstaje z Wielkiego Wybuchu. To, co dzieje się w takim wszechświecie od strony fizycznej wynika z praw fizyki. To, czego doświadcza każda istota pochodzi z karmy, z przyczyn i skutków działania.

Umysłowe kontinua są wolne od wrodzonej tożsamości

Nasze umysłowe kontinua czy też strumienie umysłu nie posiadają wrodzonej tożsamości bycia taką czy inną formą życia. Dlatego możemy powiedzieć, że doświadczanie skalanego ciała powstaje ze zbioru pokłosi karmicznych. Jeśli ktoś jest stale zdenerwowany, ciągle coś zaczyna i nie kończy, i nie może na niczym się skupić, pokłosia karmiczne tego [rodzaju działania] dojrzeją jako rodzaj ciała odpowiadającego temu rodzajowi umysłowości czy też mentalności, jak na przykład ciało muchy. Przykład ten nie pochodzi z jakiegoś tekstu. Przykłady pochodzące z tekstów mogły nas przerazić. Przyczyny powodujące odrodzenie w męskim ciele oraz postawa, jaką w stosunku do kobiet, jaką trzeba mieć, by osiągnąć takie odrodzenie nie pasuje do naszej zachodniej mentalności. [Tekst] powiada, że odrodzenie jako mężczyzna uzyskuje się wskutek podziwiania męskiej formy [ciała] oraz rozumienia wad żeńskiego odrodzenia.

Jest dość wątpliwe czy męskie ciało niesie ze sobą aż tak wiele korzyści.

To samo dotyczy kobiecego ciała. Dlaczego odradzamy się jako kobieta? Z przywiązania do kobiecego ciała i myślenia, że męskie ciało jest okropne. Teksty wspominają również, że ludzie, którzy są bardzo przywiązani do swoich ciał mogą odradzać jako robaki żywiące się swymi dawnymi ciałami. Możemy być do kogoś tak bardzo przywiązani, że odradzimy się jako wesz we włosach tej osoby albo robak w jej jelitach. Teksty podają różne przykłady. Używa się prostych przykładów służących jako przykłady edukacyjne, byśmy mogli lepiej zrozumieć zasadę. Następnie można zagłębiać się w coraz to bardziej skomplikowane wyjaśnienia.

Powinniśmy podchodzić do tego z otwartym umysłem. Studiując Dharmę staramy pozbyć się trzech wad naczynia. Jeśli w naczyniu jest dziura, cokolwiek do niego wlejemy, wycieknie na zewnątrz. Niczego nie pamiętamy. Drugą wadą jest bycie jak naczynie obrócone do góry dnem. Takie naczynie jest zamknięte i nic nie można do niego wlać. To tak, jakbyśmy wszystkiemu, co słyszymy od razu mówili „Nie”! Trzecią wadą jest bycie jak brudne naczynie. Cokolwiek wleje się do takiego naczynia staje się od razu nieczyste. Dzieje się tak wówczas, gdy trzymamy się przeróżnych uprzedzeń, z góry powziętych poglądów i utartych opinii, które rzutujemy na to, co słyszymy. Tak naprawdę w ogóle nie słuchamy. Proszę spróbujcie nie odrzucać czegoś zanim nie wysłuchacie wszystkiego. Posłuchajcie do końca i postarajcie się zrozumieć całość danego systemu. Nie odrzucajcie od razu każdej trudnej kwestii.

Jak małe dziecko, które jest wykorzystywane i maltretowane może mieć z tym wszystkim coś wspólnego?

Nieporozumienie polega tutaj na błędnym utożsamianiu umysłowego kontinuum z danym odrodzeniem, w którym dojrzewa karma. W każdym żywocie dojrzewa wiele rzeczy. Jedna poszczególna grupa pokłosi karmicznych, czy też połączenie takich grup, powoduje samo odrodzenie a miliony innych grup pokłosi karmicznych będzie dojrzewać jako to, co się w życiu dzieje. Każde umysłowe kontinuum istnieje od czasu niemającego początku, co oznacza, że doświadcza ono wszystkich możliwych form życia oraz dokonywania każdego możliwego rodzaju konstruktywnego i destruktywnego działania.

Jeśli patrząc na nadużycia czy maltretowanie dziecka i mówimy: „ta biedna dziewczynka niczym sobie na to nie zasłużyła”, patrzymy na to z bardzo ograniczonej perspektywy, całkowicie utożsamiając [tę sytuację] z tą formą życia i tylko z tym żywotem, myśląc, że nic innego nie ma na to wpływu. Natomiast mówienie, że to, co się wydarzyło to jej wina powiększa jedynie błędne widzenie i nieporozumienie związane z taką sytuacją, nakładając na nią ideę winy i kary, co jest całkowicie obce buddyjskiemu widzeniu karmy. Powiedzenie, że sobie na to zasłużyła oznacza, że musi być jeszcze ktoś, kto wymierza karę. Buddyzm nigdy nie mówi niczego takiego.

Jedynie Budda w pełni zna karmę

Jeśli istnieją miliony przyczyn, sprowadza się to do tego, że to, co się dzieje, dzieje się przypadkowo.

To, co się dzieje nie jest to przypadkowe. Sprowadza się to do tego, że wyłącznie wszechwiedzący umysł Buddy jest w stanie pojąći znać każdy poszczególny czynnik we wszechświecie, który ma na nas wpływ. Dlatego też tylko Budda może w pełni zrozumieć karmę. Nie oznacza to jednakże, że Budda decyduje, co się wydarzy. To nie jest wybór Buddy. Nie jest też tak, że wszystko jest już z góry zdeterminowane, gdyż oznaczałoby to, że ktoś zdecydował, co ma się dziać i że nie można tego w żaden sposób zmienić. Można to zmienić. Budda wie, co trzeba robić, żeby zmieniać to w taki sposób, by konsekwencje dokonywania maleńkiej zmiany teraz były ogromne dla nas i dla wszystkich przyszłych pokoleń oraz dla wszystkich, których spotykamy. Jest to nie do pojęcia.

Zręczne środki wiążą się z wiedzą Buddy na temat skutków powiedzenia lub zasugerowanie czegoś. Na naszym poziomie staramy się robić, co tylko możemy, lecz jesteśmy ograniczeni przez nasze peryskopowe widzenie. Na przykład, nie znamy pełnych skutków pewnych aspektów wychowywania naszych dzieci i jak w następstwie tego będą one wchodzić relacje z swymi przyjaciółmi. Wszystko jest faktycznie bardzo skomplikowane i rzeczywiście wygląda tak, jakby było przypadkowe. Na tym właśnie polega okropność samsary: z naszego punktu widzenia wygląda to tak, jakby była ona przypadkowa. Nasze umysły powodują, że wszystko przejawia się nam w taki właśnie ograniczony sposób, bowiem maszyneria, czyli nasze ograniczone ciało i umysł, nie są w stanie spowodować, by rzeczy jawiły się nam w inny sposób. Wszystko to łączy się z wewnętrznym zamętem. Sądzimy, że wszystko to jest przypadkowe, ponieważ tak to się nam jawi, mimo iż w rzeczywistości wcale tak nie jest. To, co się dzieje zależy od milionów przeróżnych rzeczy. Skomplikowania tego nie sposób pojąć, ponieważ wszystko we wszechświecie jest ze sobą połączone.

Wszechświat wolny od wrodzonej sprawiedliwości

Zgodnie z tym wyjaśnieniem, skoro jest tak wiele różnych przyczyn, to nawet jeśli praktykuję ze szczerością może się wciąż przydarzyć, że coś okropnego dojrzeje. Przy całym szczerym wysiłku i dobroci, mogę nie być w stanie zmienić czegokolwiek z tego, co mi się przydarzy. To jest przerażające.

To, co mówisz jest całkowicie poprawne. Spójrzmy na przykład, na wszystkich wielkich mnichów i mniszki oraz mistrzów Tybetu, których osadzono w obozach koncentracyjnych i zamęczono na śmierć. Wielu z nich było wielkimi praktykującymi.

Wczoraj rozmawialiśmy o tym jak możemy pozbyć się dojrzewania karmy. Są trzy tego etapy. Pierwszym jest wyzwolenie. Poziom zaawansowania tego stanu jest czymś niepojętym. Nie jest to po prostu pierwsza chwila niepojęciowego poznania pustki, gdy stajemy się arją. Mówimy o wyzwoleniu z samsary. Następnie musimy umrzeć w tym żywocie, aby pozbyć się kolejnej części, po czym osiągnąć oświecenie, by pozbyć się już wszystkiego. Tak więc, prowadząc dobre życie, medytując, a nawet stając się arją, możemy wciąż zginąć w wypadku samochodowym.

Odczuwamy to jako coś niesprawiedliwego, ponieważ uważamy, że we wszechświecie panuje naturalna sprawiedliwość, nad którą jakiś sędzia czy wyższa władza sprawuje pieczę. Owa władza powinna wymierzać sprawiedliwość a my przez pomyłkę otrzymaliśmy od sędziego błędny wyrok. Koncepcje sprawiedliwości i niesprawiedliwości pochodzą z całkowicie niebuddyjskiego systemu pojęciowego niezwykle silnie zakorzenionego w zachodnim myśleniu. Podobnie, pojęcia niewinności, winy, sprawiedliwości i przebaczenia również pochodzą z tego samego systemu [myślenia]. Wiele przeszkadzających postaw powstaje w oparciu o system myślenia nabyty przez nas w drodze wychowania: w naszych rodzinach, poprzez kulturę w jakiej wzrastamy, w drodze edukacji, poprzez polityczną propagandę, reklamy w mediach itp. Jedną z takich przeszkadzających postaw jest [przekonanie], że wszechświat powinien być sprawiedliwy i uczciwy, i że istnieje coś takiego jak sprawiedliwość. [Takie myślenie] jest uwarunkowane daną kulturą. To nie jest jakieś powszechne prawo. Według analizy buddyjskiej, nie istnieje coś takiego, jak sprawiedliwość istniejąca sama z siebie w oparciu o siebie samą, istniejąca we wszechświecie w wrodzony sposób i od niego nieoddzielna lub wprowadzona do wszechświata przez jego stwórcę.

A co z dzieckiem, które umiera?

Jeśli spojrzymy na to tylko z perspektywy tego życia, nie ma to oczywiście najmniejszego sensu. Żadne dziecko nie powinno nigdy umierać, a każdy medytujący powinien dojść do szczęśliwego końca, ale nie działa to w ten sposób. Jest to jeden z największych dylematów pojawiających się w myśli biblijnej. Zachodnią tradycję religijną przepełniają dyskusje o Księdze Hioba. Hiob był przecież takim dobrym człowiekiem, czemuż więc Bóg tak srogo go pokarał? Dlaczego na świecie jest tyle cierpienia, skoro Bóg jest wszechmocny, sprawiedliwy i dobry? Jest to jeden z głównych problemów w zachodnim myśleniu. Buddyzm udziela na to następującej odpowiedzi: bycie wszechmocnym jest niemożliwe i nie ma żadnego powodu, by wszystko było sprawiedliwe. Gdy istniał wszechwładny stwórca, będący jednocześnie pełen współczucia, coś takiego, co na przykład, przydarzyło się Hiobowi, nie miałoby najmniejszego sensu.

Czy we wszechświecie panuje porządek?

Skoro nie ma sprawiedliwości, czyż nie oznacza to, że nie ma również porządku?

Nie, nie oznacza to tego. Buddyzm nie wzbrania się przed przyznaniem, że we wszechświecie istnieje porządek. Jednak porządek to nie to samo, co sprawiedliwość. Sprawiedliwość oznacza, że ktoś wydaje jakiś wyrok. Wiąże się to z tym, że musi być jakiś sędzia, którego wyroki mogą być prawidłowe lub błędne. Tak jednakże nie jest. Przyczyny nie mają początku; więc jeśli patrzy się tylko na to jedno życie nie można w żaden sposób wyjaśnić tego, co się dzieje. Porządek istnieje w długofalowej perspektywie, a jego struktura opiera się o przyczynę i skutek, natomiast pojęcie sprawiedliwości wprowadza ferującego ją sędziego, zaś sędziego takiego po prostu nie ma.

Ma się poczucie, że to wszystko jest niesprawiedliwe.

Właśnie tak. Jak sam mówisz ma się poczucie, że to wszystko jest przypadkowe, albo że powinno być sprawiedliwe, albo że taki biedaczek jak ja dostałbłędny wyrok. Ma się faktycznie takie poczucie. I właśnie to jest w tym tak straszne. Zwie się to „przejawieniem prawdziwego istnienia”. Nie jest możliwe, aby we wszechświecie nie było porządku, jeśli jednak wprowadziłoby się ideę sprawiedliwości, możliwe byłoby, by to, co się dzieje, było niesprawiedliwe. Hiobowi zginęła cała rodzina, działy się z nim okropne rzeczy, a jednak wciąż zachował wiarę w Boga. „Czemuż na mnie to zesłałeś, skoro jesteś miłosierny”? Można mieć też takie teorie, że Bóg poddaje nas próbom, aby sprawdzić naszą w niego wiarę. Są to różnego rodzaju judeochrześcijańskie rozwiązania tej właśnie sprzeczności w takim systemie myślenia.

Z punktu widzenia Nowego Testamentu, Jezus wziął grzechy świata na swe barki, abyśmy nie musieli tak bardzo cierpieć będąc poddawanym próbom.

Przecież właśnie o to mi chodzi: idea sprawiedliwości opiera się w zupełności o punkt widzenia systemu wierzącego w Boga będącego sędzią. Przecież to właśnie Bóg zsyła na nas wszystko, co się nam przydarza. Natomiast idea porządku we wszechświecie nie zależy od istnienia jakiegoś sędziego czy Boga.

Pozwólcie, że coś jeszcze dopowiem. My, na Zachodzie, jesteśmy dziedzicami nie tylko tradycji biblijnej, lecz również światopoglądu starożytnej Grecji. To właśnie od starożytnych Greków odziedziczyliśmy idei sprawiedliwości obywatelskiej będącej [przekonaniem], że na poziomie obywatelskim wszystko powinno być sprawiedliwe. Aby prawidłowo funkcjonować, społeczeństwo musi opierać się na prawach pochodzących z prawodawstwa, czyli od ludzi. Na Zachodzie, mamy długą historię dynamiki zachodzącej pomiędzy prawem cywilnym a prawem bożym.

Uaktywnianie pokłosia karmicznego dalej napędzającego samsarę

Wróćmy teraz do mechanizmu, za pomocą którego dojrzewają pokłosia karmiczne. W przypadku pokłosia karmicznego dojrzewającego jako skupiska przyszłego odrodzenia, wiążą się z tym trzy czynniki. Jak wyjaśnia się w mechanizmie dwunastu ogniw zależnego powstawania, owe trzy to: spragnienie (sred-pa), uzyskiwacz (len-pa, chwytanie) oraz dalsze istnienie (srid-pa, stawanie się), czyli ogniwa ósme, dziewiąte i dziesiąte.

Pragnienie

Pragnienie (ang. craving) jest formą pożądliwego pragnienia (ang. longing desire) (‘dod-chags). Oryginalne słowo sanskryckie, trszna, oznacza łaknienie (ang. thirst). Doświadczając jakiegoś poziomu splamionej szczęśliwości, nieszczęśliwości lub neutralnego uczucia towarzyszących naszemu poznawaniu czegoś podczas chwil bezpośrednio poprzedzających śmierć, pragniemy doświadczać czegoś w przyszłości. W przypadku splamionej szczęśliwości, pragniemy nie być od niej oddzieleni, innymi słowy, pragniemy jej nie utracić. Czując ból lub nieszczęśliwość, pragniemy się od nich oddzielić. Doświadczając neutralnego uczucia, jak wówczas gdy śpimy albo jesteśmy w śpiączce, pragniemy, by się ono nie pogarszało.

W każdym z tych przypadków, nasze pragnienie jest niepokojącym (przeszkadzającym) uczuciem towarzyszącym naszemu poznaniu, w którym doświadczamy karmicznych skutków dojrzewających z wcześniejszego pokłosia karmicznego. Skutki karmiczne, jakich doświadczamy obejmują znacznie szerszy zakres aniżeli wyłącznie uczucie splamionego szczęścia itd. towarzyszące naszemu poznaniu w chwilach umierania. Obejmują one również doświadczanie pozostałych czterech splamionych skupisk (nasze ciało i umysł), przydarzanie się nam rzeczy podobnych do tego, co zrobiliśmy w przeszłości itd. Nasze pragnienie jest koniecznym jednocześnie powstającym warunkiem (lhan-cig byed-rkyen) do uzyskania przyszłego odrodzenia.

Pragnienie służy jako podpora dla uzyskiwacza będącego kolejnym, jednocześnie działającym, warunkiem, którego obecność jest konieczna do uzyskania odrodzenia. Uzyskiwacz odnosi się do którejkolwiek z przeszkadzających (niepokojących) emocji lub postaw spośród [całego] ich zbioru, która wraz z pragnieniem towarzyszy naszemu doświadczeniu splamionych skupisk. To właśnie z powodu obecności jednego z tych uzyskiwaczy nasze splamione skupiska są w tej sytuacji również „uzyskującymi” skupiskami.

Uzyskiwacz

Uzyskiwacz może być przywiązaniem do jakiegoś pożądanego przez nas zmysłowego przedmiotu, którego właśnie doświadczamy albo pożądliwym pragnieniem jakiegoś upragnionego przedmiotu, którego teraz nie doświadczamy. Uzyskiwacz może też być jednym z pięciu przeszkadzających postaw, z których najbardziej znaczącą jest złudny pogląd na nietrwałą sieć (‘jig-lta). Tak więc, uczucie, pragnienie i uzyskiwacz składają się na pojedyncze poznanie. Taką chwilą poznania może być, na przykład, usłyszenie na łożu śmierci głosu ukochanej osoby, do czego dołącza się:

  • uczucie szczęśliwości,
  • pragnieniem, by nie być oddzielonym do tej szczęśliwości oraz,
  • jedno, dwa lub trzy z następujących:


    • przywiązanie do brzemienia tego głosu,
    • pożądliwe pragnienie dotyku ręki ukochanej osoby,
    • chwytanie się tego, czego doświadczamy – ukochanej osoby, owej szczęśliwości itd – jako części pozornie stałej i trwałej tożsamości pozornie stałego i trwałego „ja”.

Dalsze istnienie

Jako równocześnie działające warunki, nasze pragnienie i uzyskiwacz pobudzają (gsos-‘debs) dziesiąte ogniwo zależnego powstawania, jakim jest dalsze istnienie, co zazwyczaj tłumaczy się „stawanie się”. Wyrażenie które przetłumaczyłem tutaj jako „dalsze istnienie” oznacza dosłownie „istnienie” i odnosi się do przyszłego odrodzenia. Przyczynie nadaje się w tym kontekście nazwę skutku. Tak więc, to co pobudzają pragnienie i uzyskiwacz jest impulsem, umysłową karmą, która wdraża dalsze istnienie, a mianowicie nasze kolejne odrodzenie (yang-srid sgrub-pa’i las). Z tego właśnie powodu nazywa się to „impulsem przetrwania”

Ów impuls dalszego istnienia, jakiemu wciąż towarzyszą pragnienie i uzyskiwacz uaktywniają (nus-pa mthu-can-du byed-pa) pokłosie karmiczne napędzającej (dosł. rzucającej) karmy (‘phen-byed-kyi las). Owo uaktywnione pokłosie karmiczne dojrzewa następnie jako kolejne odrodzenie z jego czterema fazami, jakimi są: istnienie w bardo (bar-do’i srid-pa), istnienie [w czasie] poczęcia (skye-srid), istnienie przedśmiertne (sngon-dus-kyi srid-pa), czyli okres od [chwili] po poczęciu aż do śmierci oraz istnienie [w czasie] śmierci ('chi-srid).

Zgodnie z systemami doktryn czittamatry i madhjamaki, ów mechanizm opisuje jedynie uaktywnianie się napędzającej karmy, która dojrzewa jako skupiska naszego przyszłego odrodzenia. Trzy z pośród dwunastu ogniw zależnego powstawania odnoszą się konkretnie tylko do tego, co się dzieje w chwilach poprzedzających śmierć. Myślę jednak, że możemy także opisać w ten sposób mechanizm dojrzewania naszego pokłosia karmicznego w każdej pojedynczej chwili, chociaż nigdy nie czytałem ani nie słyszałem, by wyjaśniano to w ten sposób.

Powód, dla którego tak sądzę jest taki, że samsaryczne istnienie popychane przez impuls dalszego istnienia ma cztery fazy istnienia, z których jedna to przedśmiertne istnienie, czyli każda chwili naszego życia od poczęcia, aż po śmierć. Ponadto, system doktryn waibhasziki postuluje, że wszystkie dwanaście ogniw może zawierać się w każdej chwili naszej samsarycznej egzystencji, choć system ten definiuje dwanaście ogniw zupełnie inaczej aniżeli w tym opisie. Tak więc, często wyjaśniam, że impuls dalszego istnienia jest kompulsywnym impulsem do kontynuowania istnienia wciągającym nas w kolejną chwilę, w której uaktywnione przez niego pokłosie karmiczne przynosi swe skutki.

Posłużmy się więc tym opisem, by wyjaśnić w jaki sposób napędzamy dalszą samsarę w każdej chwili, a nie tylko w chwili naszej śmierci. Jeśli chodzi o to, musimy też zrozumieć, że każdy konkretny zbiór pokłosi karmicznych uruchomionych w danej chwili zależy od wielu przeróżnych czynników psychiczno-umysłowych, które również towarzyszą tej chwili doświadczania przeszłego karmicznego dojrzewania z pragnieniem i uzyskiwaczem. Najbardziej znaczący jest sposób, w jaki zwracamy na coś uwagę, jak postrzegamy czy też jak traktujemy to, czego doświadczamy. Wiąże się to czynnikiem psychiczno-umysłowym uwagi czy też traktowania czegoś (yid-la byed-pa).

Tabela wyjaśniająca tworzenie się dalszej samsary

Bardziej szczegółowa analiza

Przyjrzyjmy się temu nieco baczniej. W obecnej chwili doświadczamy dojrzewania kilku zbiorów przeszłego pokłosia karmicznego. Doświadczamy szczęśliwości lub nieszczęśliwości, doświadczamy naszego ciała, rzeczy podobnych do tych, jakie robiliśmy innym w przeszłości itd. Jedną z możliwych konfiguracji dojrzewań karmicznych można wyjaśnić w kategoriach ośmiu przemijających rzeczy życia (‘jig-rten chos-brgyad), co zazwyczaj tłumaczy się jako „osiem doczesnych (światowych) dharm”. Są one uczuciami szczęśliwości lub nieszczęśliwości wskutek, pochwał lub oskarżeń, przyjemności lub bólu, zysku lub straty, słyszenia dobrych lub złych wiadomości, co może także oznaczać powodzenie lub niepowodzenie. Wszystkie one – otrzymywanie pochwał, słyszenie oskarżeń itd. – todojrzewania jednego zbioru okresowo dojrzewającego pokłosia karmicznego: torzeczypodobnedo tych, jakie sami robiliśmy wcześniej innym. [To czego doświadczamy] jest raz miłe, ainnym razem nieprzyjemne i nie możemy przewidzieć, co będzie się dalej działo. Chociaż teksty mówią o ośmiu takich przemijających rzeczach, jestem pewien, że mogliśmy naliczyć ich znacznie więcej, tak samo jak dziesięć niszczycielskich działań czy pięćdziesiąt jeden umysłowych czynników nie ograniczają się wyłącznie do tych dziesięciu czy pięćdziesięciu jeden.

Szczęśliwość i nieszczęśliwość towarzyszące naszemu doświadczaniu pochwał i oskarżeń itd. jest dojrzewaniem innego zbioru okresowo dojrzewającego pokłosia karmicznego. Również w ich wypadku są one przyjemne, innym razem nieprzyjemne, wszystko to z wznosi się i opada. Taka jest samsara, właśnie tego doświadczamy: dojrzewania pokłosi karmicznych.

Naszemu doświadczaniu tej chwili dojrzewań karmicznych towarzyszy umysłowy czynnik pragnienia. Pragniemy nie utracić szczęśliwości, jakiej doświadczamy otrzymując teraz pochwały, odczuwając przyjemność, mając zysk i słysząc dobre wieści. Albo, pragniemy pozbyć się uczucia nieszczęśliwości, jakiej doświadczamy teraz stykając się z nielubianymi przez nas rzeczami: oskarżeniem, bólem, utratą i złymi wieściami. Z drugiej strony może nas nie obchodzić, co inni o nas myślą albo co się z nami dzieje. Jednak [nawet wówczas] wciąż pragniemy, by neutralne uczucie, jakiego doświadczamy nie pogarszało się.

Przeszkadzająca emocja lub postawa będąca uzyskiwaczem towarzyszy również naszemu doświadczaniu przemijających w życiu rzeczy. Najczęstszą tego formą jest złudny światopogląd na przemijającą sieć. Jest to niepokojąca (przeszkadzająca) postawa uznająca nasze skupiska – nasze ciała i umysły – za trwałego i stałego „mnie” lub stale i trwale „moje”. Zasadniczo uważamy, że to, co się dzieje, przydarza się trwałemui stałemu „mnie” jako „moje” doświadczenie. Ta osoba „mnie” chwali, ta osoba „mnie” oskarża.

Z pragnienia i owego złudnego światopoglądu powstaje kolejny impuls istnienia, by kontynuować swe [dalsze] istnienie w kolejnej chwili. Zwróćmy uwagę, że ponieważ cały czas mamy pragnienie i ów złudny światopogląd, nieprzerwanie doświadczamy impulsów dalszego istnienia. Impuls dalszego istnienia, jakiemu wciąż towarzyszą pragnienie i złudny światopogląd, uaktywnia nowy zbiór okresowo dojrzewającego pokłosia karmicznego, który dojrzewa jako to, czego kolejno doświadczamy, bezpośrednio po usłyszeniu danej pochwały lub oskarżenia. Na przykład połączenie (1) uczucia nieszczęśliwości po usłyszeniuoskarżenia, (2) pragnienie, by pozbyć się tej nieszczęśliwości, oraz (3) utożsamianie się z pozornie stałym i trwałym „mną”, jaki będzie nadal trwał, czy też kontynuował swe istnienie, wolny od owej nieszczęśliwości, uaktywnia kolejną konfigurację pokłosia karmicznego, które będzie dojrzewać jako kolejne.

Dany zbiór pokłosia karmicznego uaktywnionego przez takie połączenie zależy od innych czynników umysłowych towarzyszących naszemu doświadczaniu słyszenia pochwały lub oskarżenia, a w szczególności od sposobu, w jaki zwracamy na nie uwagę, jak je postrzegamy. Można słuchać oskarżeń z nieszczęśliwością, uważając je za coś strasznego, coś nie do zniesienia i czując gniew, lecz można również doświadczać słyszenia oskarżeń ze szczęśliwością, postrzegając je z cierpliwością jako okazję, by nauczyć się czegoś o swych błędach i by je naprawić. Dwa różne zlepki czynników umysłowych będą powodować, że nasze pragnienie i uzyskiwacz uaktywnią różne zbiory pokłosia karmicznego.

Inny przykład

Aby upewnić się czy dobrze rozumiemy tę zasadę, posłużmy się jeszcze innym przykładem. Wraz dojrzewaniem jakiegoś pokłosia karmicznego z przeszłości czuliśmy szczęśliwość i pragnąc jej nie utracić, utożsamialiśmy się z tym doświadczeniem jako z trwałym i stałym „mną”. Cóż powoduje owo zachłanne niezaspokojenie tego pragnienia? Działa ono jako warunek do powstania impulsu dalszego istnienia – impulsu, by w kolejnej chwili dalej istnieć, tak by pozornie trwałe i stałe „ja” wciąż doświadczało szczęśliwości, której lękamy się utracić. Uaktywnia to kolejny zbiór pokłosia karmicznego, co powoduje, że w kolejnej chwili następującej po obecnej, owo pokłosie karmiczne zaczyna dojrzewać i zmienia się nasz nastrój. Możemy odczuwać teraz nieszczęśliwość lub coś innego.

Gdy siedzę sobie tutaj sądząc, że istnieję jako trwały i stały „ja” i bardzo chcąc, by moje szczęście nadal trwało, często je to po prostu niszczy, nieprawdaż? To tak, jakbyśmy przebywając z przyjacielem i mówili: „Przecież jest nam tak dobrze, czyż nie”? W następnej chwili staję się jednak nieszczęśliwy. Mój nastrój się zmienia. A czemu tak się dzieje? Dlaczego przestajemy czuć się szczęśliwi? Dlaczego w jednej chwili czujemy na coś ochotę, a już w następnej nie mamy w ogóle na to ochoty? Dojrzewa coś innego. A dlaczego? Ponieważ chwytamy się stałego i trwałego „mnie” i chcemy, by ów stały i trwały „ja” wciąż istniał. Powoduje to, że zaczyna dojrzewać coś innego. Ktoś chwali nas i czujemy się szczęśliwi. Chcemy, by to trwało. Ja, ja, ja, ja jestem taki wspaniały. Uaktywnia to coś i zaczynamy wątpić w szczerość pochwał, zaczynamy myśleć, że ten ktoś nie mówi tego naprawdę poważnie itp. Z każdą chwilą dojrzewa coś innego, więc nasz poziom szczęśliwości lub nieszczęśliwości wznosi się lub opada. Zmienia się on cały czas. Gdyby tak nie było, poziom szczęśliwości powinien pozostawać taki sam lub zanikać jak więdnący kwiat. Ale tak się nie dzieje, nieprawdaż. Wyjaśnia to skąd biorą się samsaryczne wzloty i upadki.

Czuję się dobrze, gdy ktoś mnie chwali, ale może się to przecież zmienić, gdy ktoś będzie mnie oskarżał.

Rzecz w tym, że gdy czujemy się dobrze, pragniemy nie utracić tego uczucia. Chcemy, by ono dalej trwało. Niezależnie od tego czy będziemy słyszeć oskarżenia czy nie, może to wywołać kolejną chwilę szczęśliwości, nieszczęśliwości lub neutralnego uczucia. Każda chwila doświadczenia dojrzewa z różnych zbiorów pokłosia karmicznego. Szczęśliwość jakiej doświadczaliśmy dojrzewała z jakiejśprzeszłej sieci karmicznej. Wszystkie pozostałe rzeczy, jakich doświadczamy – słowa, które ktoś wypowiada i nasze ich słyszenie, wtrącenie się kogoś innego, dzwoniący telefon – wszystkie one są dojrzewaniami z milionów różnych innych rzeczy. Wszystkie nasze pokłosia karmiczne uaktywniają się i dojrzewają w oparciu o pragnienie, postawę będącą uzyskiwaczem, jak na przykład utożsamianie się z stałym i trwałym „ja” oraz impuls, by dalej istnieć w kolejnej chwili utrzymując owo pozornie stałe i trwałe „ja”. Znaczenie tego jest bardzo głębokie.

Pamiętajmy, że mówimy tu o tym, jak pokłosia karmiczne dojrzewają jako kolejna chwila szcześliwości lub nieszczęśliwości, jakich doświadczamy oraz jako nasze doświadczanie czegokolwiek, czemu towarzyszyowo splamione uczucie. Wyjaśniamy tutaj w jaki sposób, gdy na przykład z kimś rozmawiamy, poziom naszej szczęśliwości zmienia się z każdą chwilą. Nigdy nie pozostaje taki sam. Wszystko to jest uruchamianiem, czy też uaktywnianiem i dojrzewaniem pokłosia karmicznego i wszystko to wydarza się, ponieważ podczas doświadczenia każdej chwili rozmowy występuje pragnienie, uzyskiwacz, impuls dalszego istnienia oraz pewien sposób, w jaki odnosimy się do tego, czego doświadczamy. Gdy rozmowa idzie dobrze, uważamy ją za interesującą i chcemy dalej rozmawiać, kiedy nie idzie dobrze, uznajemy ją za stratę czasu i chcemy ją czym prędzej zakończyć i przez cały czas utożsamiamy się z tym co się dzieje.

Czasami coś może być tak piękne, że nie możemy tego znieść.

To prawda, możemy niszczyć nasze szczęście na wiele sposobów.

W tej chwili mówimy tylko o tym, co powoduje, że pokłosie karmiczne uruchamia się i dojrzewa. Nieuaktywnione pokłosie karmiczne nie jest karmą. Aby je uruchomić czy też uaktywnić potrzeba kolejnego karmicznego impulsu, kolejnego impulsu istnienia, a gdy pokłosie karmiczne zostanie już uaktywnione w dalszym ciągu nie jest karmą. Również i to, co dojrzewa z uaktywnionego pokłosia karmicznego nie jest karmą. Karma w sensie pokłosia karmicznego nie dojrzewa nigdy jako karma.

To, co dojrzewa z karmy to szczęśliwość, wszystko inne, czego doświadczamy, wszystko to, co nas spotyka oraz to, co mamy ochotę robić. W oparciu o to, jak postrzegamy to, czego w danej chwili doświadczamy, nasze ciągłe pragnienie i będąca uzyskiwaczem postawa pobudzają impuls dalszego istnienia i ów impuls dalszego istnienia uaktywnia kolejne zbiory pokłosia karmicznego. Wówczas doświadczamy czegoś innego jako kolejnego karmicznego dojrzewania. W dowolnym momencie, to, na zrobienie czego czujemy akurat ochotę (a co jest dojrzewaniem pokłosia karmicznego) może prowadzić do impulsu, by faktycznie to zrobić (kolejna karma), a następnie rzeczywistego zrobienia tego przez nas. Nie jest to tak, że po prostu sobie działamy.

Powstawaniedalszych impulsów karmicznych

Pozwólcie, że wyjaśnię bardziej szczegółowo w jaki sposób powstają dalsze karmiczne impulsy. Załóżmy, że doświadczamy dojrzewania pewnych poprzednich zbiorów pokłosia karmicznego – na przykład, jeden z nich dojrzewa jako słyszenie hałasów sąsiada, zaś inny dojrzewa jako doświadczanie tego z nieszczęśliwością. Zapewne w jakimś poprzednim żywocie przeszkadzaliśmy innym głośnymi hałasami, a jako obecne dojrzewanie pokłosia karmicznego tamtego działania, czuliśmy chęć, by wprowadzić się do dzielnicy, w której mieszka akurat wielu hałaśliwych sąsiadów. Nie tylko mieliśmy chęć, by się tam przenieść, ale także wskutek wielu innych przyczyniających się do tego przyczyn i okoliczności rzeczywiście się tam wprowadziliśmy. Słuchając hałasuz nieszczęśliwością, odczuwamy pragnienie, by pozbyć się owej nieszczęśliwości. Mamy też przeszkadzającą postawę będącą uzyskiwaczem: utożsamiamy się ze stałym i trwałym „mną”, który nie może znieść tej sytuacji, co wywołuje impuls dalszego istnienia, czyli ciągłego utrwalania i umacniania swe istnienia wolnego od tego.

Copowoduje połączenie wszystkich tych rzeczy? Uruchamia ono kolejny zbiór pokłosia karmicznego, tak więc pewna tendencję i potencjał, by zrobić awanturę dojrzewa jako uczucie ochoty, by udać się do naszego sąsiada, zacząć walić w jego drzwi i na niego nawrzeszczeć. Wiele czynników psychiczno-umysłowych towarzyszy tej chwili poznania. W tym kontekście jednym z najważniejszych jest sposób, w jaki zwracamy uwagę na hałasy, które słyszymy czując chęć, by zrobić awanturę. Możemy zwracać na to uwagę czy też postrzegać to jako okropne naruszenie naszego spokoju umysłu lub powitać to jako wyzwanie dla naszej praktyki cierpliwość i tolerancji. Zależy to od wcześniejszych tendencji, jakie w sobie wykształciliśmy.

Nasze odnoszenie się do takich hałasów jako do naruszenia [naszej przestrzeni], nasze ciągłe utożsamianie się ze stałym i trwałym „ja” oraz nasze pragnienie, by żyć dalej bez owych hałasów zadziałałyby jako okoliczności uruchomiające kolejny zbiór potencjałów i tendencji karmicznych. Potencjał i tendencja, by czuć się nieszczęśliwym w takich sytuacjach dojrzewałyby jako dalsze uczucie bycia nieszczęśliwymi. Z drugiej strony, potraktowanie przez nas takich hałasów jako wyzwania wraz z innymi czynnikami przyczynowymi zadziałałyby w taki sam sposób sprawiając jednakże, że czulibyśmy się szczęśliwi, ponieważ z zadowoleniem podjęlibyśmy takie wyzwanie.

Doświadczaniu przez nas uczucia [chęci] by zacząć walić w drzwi sąsiada, towarzyszy, w pierwszym przypadku, postrzeganie walenia w drzwi jako czegoś pożytecznego, zaś w drugim przepadku jako czegoś szkodliwego. W pierwszym przypadku, dalsze nieprzerwane uznawanie walenia w drzwi za dobre rozwiązanie, dalsze nieprzerwane utożsamianie się ze stałym i trwałym „mną” oraz dalsze nieprzerwane pragnienie byoddzielić się od odczuwanej przez nas nieszczęśliwości, nasza ochota walenia w drzwi wywołuje impuls, by pójść i faktycznie to zrobić. Ów impuls, gdy wciąż towarzyszą mu pragnienie, uzyskiwacz oraz uznawanie [postrzeganie] powoduje, że rzeczywiście idziemy do sąsiada i walimy w jego drzwi.

Gdy uznamy hałasy dobiegające od sąsiada za dobre wyzwanie [dla naszej praktyki cierpliwości], czujemy się szczęśliwi i uznajemy awanturę, i walenie do jego drzwi za złe rozwiązanie, nasz impuls, by dalej istnieć jako stałei trwałe
„ja” ze spokojnym umysłem, uruchamia inny zbiór potencjałów i tendencji. Może uruchomić czy też uaktywnić potencjał i tendencję do zaniechania awantury, a wówczas ów potencjał i tendencja dojrzałyby jako powstrzymanie się od zrobienia awantury i walenia w drzwi sąsiada. Chęć, by powstrzymać się od tego wywołuje impuls, by się pohamować, co sprawia, że rzeczywiście się hamujemy i nie idziemy robić sąsiadowi awantury. Mechanizm jest taki sam jak w przypadku pójścia do sąsiada z awanturą i walenia w jego drzwi.

Tak więc widzimy, że pragnienie i postawa będąca uzyskiwaczem, utożsamiające się głównie z stałym i trwałym „ja”, odgrywają kluczową rolę w uaktywnianiu czy też uruchomianiu oraz dojrzewaniu pokłosi karmicznych oraz powodowaniu powstawania dalszych impulsów karmicznych. Gdy pozbędziemy się pragnienia i owego uzyskiwacza – pochodzących z pierwszego z dwunastu ogniw, czyli nieświadomości czy też wewnętrznego pomieszanie, co do tego jak istniejemy – w taki sposób, by już nigdy więcej nie powróciły, nie będzie już wówczas żadnego uaktywniania ani dojrzewania pokłosi karmicznych i nie będzie już więcej tworzenia jakiejkolwiek karmy. Tak właśnie trzeba zaatakować cały ten system; tu jest jego słaby punkt. Musimy pozbyć utożsamiania się z trwałym i stałym „mną”, co leży u podłoża naszego pragnienia i postawy będącej uzyskiwaczem. Aby uwolnić się od utożsamiania się z trwałym i stałym „mną”, musimy wyzbyć się chwytania i lgnięcia to stałego i trwałego „mnie”. Możemy zrobić to jedynie wówczas, gdy pojmiemy i całkowicie urzeczywistnimy, że niczego takiegonie ma. Musimy zrozumieć i urzeczywistnić pustkę: fakt, że nasze konwencjonalnie istniejące „ja” jest całkowicie wolne od istnienia na niemożliwe sposoby.

Poświęćmy teraz kilka chwil, by to przyswoić.

[Medytacja]

Podsumowanie

Czas naszego weekendowego seminarium dobiega końca. Muszę was przeprosić: przygotowałem na ten weekend znacznie więcej materiału, ale myślę, że jeśli uda nam się uzyskać podstawowe zrozumienie tego, co przedstawiłem może być to dość pomocne na początek. Dopiero, gdy rozumiemy system działania karmy i słabość tego systemu, a mianowicie pragnienie, by nie być oddzielonym od szczęścia i być oddzielonym od cierpienia oraz będącą uzyskiwaczem przeszkadzającą postawę taką jak utożsamianie się ze stałym i trwałym „mną”, możemy zrozumieć proces oczyszczania.

Zakończmy tutaj dedykacją. Oby zrozumienie wszystkiego, czego się tutaj nauczyliśmy stawało się coraz głębsze i oby stało się w końcu przyczyną uwolnienia się spodkontroli mechanizmu karmy, tak abyśmy osiągnęli oświecenie i najlepiej jak będziemy mogli pomagali wszystkim innym.

Top