Buddyjska Analiza pomocna w wyrzeczeniu się stresu

Poproszono mnie, bym dziś wieczorem powiedział coś o wyrzeczeniu – determinacji, by być wolnym od naszych problemów – a w szczególności o tym, jak można ją rozumieć w kontekście stresu wiążącego się z życiem w dużym mieście, takim jak Moskwa. Myślę jednak, że kiedy zaczniemy analizować ten temat, odkryjemy, że większość problemów, z którymi borykamy się we współczesnym świecie, nie ogranicza się jedynie do życia w wielkim mieście.

Nadmierna stymulacja jako źródło stresu

Oczywiście w dużym mieście mamy takie rzeczy, jak zanieczyszczenie środowiska, ruch drogowy itd., których może nie być na wsi, ale nie są to jedyne czynniki przyczyniające się do naszego stresu. Kiedy spojrzymy głębiej, napotykamy problemy, z którymi we współczesnym świecie boryka się większość ludzi, niezależnie od ich miejsca zamieszkania i myślę, że można to przypisać temu, że coraz więcej rzeczy staje się dostępnych, że mamy coraz więcej możliwości wyboru, coraz więcej dostępnych informacji, coraz więcej stacji telewizyjnych, filmów i rozmaitych produktów. Większość ludzi nosi ze sobą telefony, więc ciągle dostajemy e-maile, wiadomości tekstowe, wiadomości z komunikatorów i tego typu rzeczy, czemu towarzyszy stres, bo mamy poczucie, że musimy na wszystko spojrzeć, że musimy natychmiast odpowiedzieć, bo inni ludzie czekają na naszą natychmiastową odpowiedź. Choć te rzeczy mają pewne zalety, jeśli chodzi o pozostawanie w łączności z innymi, gdy jest taka potrzeba, to czasami jest tego po prostu za wiele. Stale się coś dzieje, a my czujemy się przez to bardzo niepewni. Jeśli o tym dobrze pomyślimy, zobaczymy, iż wiąże się to z mentalnością w rodzaju, „Nie chcę czegoś przegapić. To może być ważne. Nie chcę by mnie pominięto”.

Dlatego też mamy poczucie wewnętrznego przymusu ciągłego sprawdzania, co się dzieje, co oczywiście nigdy nie sprawia, że czujemy się bezpieczni, ponieważ zawsze dzieje się coś nowego, nowa wiadomość i nowy czat. Jeśli zdecydujemy się coś obejrzeć, powiedzmy na YouTube albo w telewizji – nie wiem, ile macie stacji, tu w Moskwie, ale w Europie i Ameryce są ich setki, to nie czujemy się dobrze, oglądając coś, bo wciąż myślimy „no dobrze, może gdzieś indziej jest coś lepszego". Tak więc, zawsze jest ów przymus sprawdzania czy gdzieś nie ma „czegoś lepszego, co mógłbym przegapić”.

Poszukiwanie potwierdzenia i akceptacji w naszych wirtualnych światach

Myślę, że tego rodzaju rzeczy, szczególnie w naszym współczesnym świecie, naprawdę wpływają na zwiększanie się naszego stresu, niezależnie od tego, czy mieszkamy w wielkim mieście, czy na wsi. Pragniemy przynależeć do jakiejś społeczności, do jakiejś grupy przyjaciół, więc chcemy, by lajkowano naszą stronę na Facebooku, by lajkowano wszystko, co publikujemy, byśmy czuli, że jesteśmy akceptowani i uznawani, ale i tak nie przynosi to nam spokoju. Nigdy nie jesteśmy usatysfakcjonowani liczbą zdobywanych przez nas lajków, bo zawsze chcemy więcej albo myślimy: „czy im naprawdę się to podoba?" Może po prostu naciskają tylko przycisk, a może to maszyna naciska przycisk (można zapłacić za otrzymywanie dużej liczby lajków). Jesteśmy podekscytowani oczekiwaniem, gdy nasz telefon daje nam znać, że otrzymaliśmy wiadomość, bo myślimy, że może być to coś szczególnego.

Wchodząc na naszą stronę na Facebooku, jesteśmy podekscytowani oczekiwaniem i sprawdzamy „czy dostaliśmy jeszcze więcej lajków?" Albo stajemy się, jak często sam siebie określam, ćpunem wiadomości i zawsze oglądamy wiadomości, aby zobaczyć, czy nie dzieje się coś nowego, coś ciekawego, bo nie chcemy niczego przegapić.

Oczywiście, jeśli głębiej przeanalizujemy tę kwestię, to zobaczymy, iż u jej podłoża leży przekonanie, że „jestem bardzo ważny, więc muszę wiedzieć o wszystkim, co się dzieje. I wszyscy muszą mnie lubić”. Moglibyśmy przeprowadzić dogłębną analizę z buddyjskiego punktu widzenia tego, dlaczego czuję, że jestem tak ważny, dlaczego muszę wszystko wiedzieć i dlaczego powinno darzyć się mnie szacunkiem i dlaczego jesteśmy tak bardzo zajęci sobą samymi, ale tego wieczoru nie chcemy się w to zagłębiać.

Ucieczka od rzeczywistości naszej sytuacji

Z drugiej strony często czujemy się przytłoczeni otaczającą nas sytuacją i próbujemy od niej uciec patrząc na nasze urządzenie mobilne lub słuchając muzyki podczas jazdy metrem czy podczas spaceru. Zawsze mamy w uszach słuchawki podłączone do iPoda, co, jeśli się nad tym zastanowić, jest bardzo interesującą sprzecznością. Z jednej strony chcemy, by akceptowano nas w jakiejś grupie społecznej, zaś z drugiej strony, gdy przebywamy w społeczeństwie, odcinamy się od wszystkich, grając w jakąś grę na naszym telefonie lub słuchając naprawdę głośnej muzyki.

Z czym to się wiąże? Wiąże się to z samotnością, nieprawdaż? Chcemy społecznego uznania. Jesteśmy samotni, ponieważ nigdy nie czujemy, że jesteśmy naprawdę akceptowani, ale z drugiej strony zamykamy się, uciekając do naszego wirtualnego świata, który jest również przepełniony samotnością, czyż nie?

Odczuwamy kompulsywną potrzebę bycia zabawianym; nie może być ani jednej chwili, w której po prostu nic się nie dzieje. To znowu sprzeczność, ponieważ z jednej strony tęsknimy za ciszą i spokojem, a z drugiej obawiamy się próżni, braku informacji czy braku muzyki.

Chcemy jakoś uciec przed stresem zewnętrznego świata, czy to w jadąc metrem, czy gdziekolwiek indziej, więc uciekamy w nasz mały wirtualny świat telefonu, internetu, ale nawet tam poszukujemy akceptacji przyjaciół itp. i nigdy nie czujemy się bezpiecznie. Jest to coś, o czym naprawdę powinniśmy pomyśleć. Czy wycofywanie się do naszego urządzenia mobilnego jest naprawdę rozwiązaniem naszego problemu ze stresem? Niezależnie od tego, czy mieszkamy w dużym mieście czy w jakimkolwiek innym miejscu, czy jest to rozwiązanie?

Rozpoznawanie negatywnych nawykowych sposobów działania i rozwijanie determinacji, by być wolnym

Musimy rozpoznać nieszczęśliwość, jakiej doświadczamy tkwiąc w owych nawykowych, rutynowych działaniach i określić ich źródła. Dlaczego utknęliśmy w tych nawykach?

Następnie musimy rozwinąć determinację, by uwolnić się od owej nieszczęśliwości w oparciu o poznanie metod pozbywania się jej źródeł, ufając, że one działają. Nie chodzi jednak o to, że chcemy po prostu usunąć ową nieszczęśliwość, a potem stać się jak zombie i nic nie czuć, krążąc po mieście jak chodzące trupy. Szczęście to nie tylko sam brak nieszczęśliwości, to coś ponad neutralne, spokojne uczucie. Nie dążymy do tego, by nic nie czuć. Nie o to w tym chodzi.

Musimy zatem uznać, że zewnętrzne przedmioty i sytuacje nie są źródłem nieszczęśliwości, cierpienia i stresu, jakich doświadczamy. Gdyby tak było, każdy przeżywałby to w ten sam sposób.

Problemem nie jest również internet, ani nasze urządzenia mobilne. Kiedy używa się ich w odpowiedni sposób, mogą być niezwykle pomocne w naszym życiu. Problemem jest nasze nastawienie do nich i emocje, jakie wywołują i wzmacniają oraz to, jak radzimy sobie z tym cudownym światem internetu i jak radzimy sobie z sytuacjami w życiu.

Mamy wiele, wiele autodestrukcyjnych nawyków, a wszystkie one wywołuje jakiś zakłócający stan umysłu, czy jest to niepewność, lęk przed brakiem akceptacji i byciem pominiętym, czy kompulsywność i tego rodzaj rzeczy. Ale strategie, które stosujemy, usiłując je przezwyciężyć, takie jak uciekanie w media społecznościowe itp., powodują w nas jeszcze więcej stresu, jest to jak pętla sprzężenia zwrotnego. Sprawia jedynie, że niepokój „czy ludzie mnie polubią?" itp. staje się jeszcze silniejszy.

A jest jest jeszcze gorzej, jeśli pomyślimy o nastolatkach i prześladowaniu w internecie. Nie chodzi tylko o to, że dostajemy lajki i wszyscy widzą, ile ich mamy, ale jeśli dostajemy „nie lubienie” i tego rodzaju rzeczy to wszyscy też to widzą. Jest to coś strasznego, nieprawdaż?

Ludzie zamieszczają w mediach społecznościowych zdjęcia, na których dobrze się bawią, nieprawdaż? Nikt nie zamieszcza zdjęć przedstawiających trudne chwile. Więc widzimy na zdjęciach, jak wszyscy nasi znajomi świetnie się bawią, a ja biedaczek, siedzę tu w swoim pokoju, patrząc na mój telefon zupełnie sam. Nie jest to zbyt szczęśliwy stan umysłu, prawda?

Powinniśmy mieć realistyczne podejście do tego, o co chodzi z tymi wszystkimi mediami społecznościowymi itp. Musimy zdać sobie sprawę, że otrzymywanie ogromnej ilości lajków na naszej stronie na Facebooku nie sprawi, że poczujemy się bezpiecznie, nie ma to takiej zdolności. Jest dokładnie odwrotnie. Jesteśmy naiwni, sądząc, że coś to zmieni. Przynosi to tylko tęskne pożądanie otrzymywania jeszcze większej ilości lajków – chciwość, bowiem nigdy nie mamy dość – oraz niepewność ciągłego sprawdzania, czy jest ich więcej.

Przyznaję, że robię to z moją stroną internetową; nieustannie sprawdzam statystyki, by zobaczyć, ilu ludzi w danym dniu ją oglądało. To jest to samo. Albo codzienne sprawdzanie kursu wymiany walut, by zobaczyć, ile dzisiaj straciliśmy. Nigdy nie mamy spokoju umysłu (śmiech). Lub myślimy naiwnie, że możemy uciec do wirtualnego świata gry komputerowej i że nasze problemy same jakoś znikną. Nie różni się to zbytnio od picia dużej ilości wódki i myślenia, że to sprawi, iż problemy znikną.

Jeśli oceniamy ten syndrom, widzimy, że jest on bardzo autodestrukcyjny, a nasze sposoby radzenia sobie z presją i stresem życia powodują tylko więcej problemów.

Potrzeba rozróżniającej świadomości do skutecznego radzenia sobie z naszą sytuacją

Aby poradzić sobie z tymi syndromami, potrzebujemy rozróżniającej świadomości sytuacji, w jakich się znajdujemy. Na przykład, mamy wymagającą pracę i musimy sobie z nią radzić, bo taka jest rzeczywistość. Musimy ją zaakceptować. A rzeczywistość jest taka, że możemy jedynie zrobić coś najlepiej jak potrafimy. Jeśli zaakceptujemy tę rzeczywistość, pomoże nam to w zaprzestaniu rzutowania na naszą pracę wyobrażeń, że jest ona jakąś okropną torturą i na siebie samego, że „nie jestem wystarczająco dobry”.

Problem polega na tym, że uważamy, iż musimy być doskonali, a jeśli nie jesteśmy Buddą, to nikt nie jest doskonały. Nawet jeśli nasz szef uważa, że powinniśmy być doskonali i naciska nas, byśmy byli doskonali, to rzeczywistość jest taka, że jest to niemożliwe. A jeśli jest to niemożliwe, to po co walić głową w ścianę i czuć się winnym, że nie jesteśmy w stanie zrobić czegoś, co jest niemożliwe?

Po prostu robimy wszystko, co możemy, ustalamy priorytety i akceptujemy rzeczywistość sytuacji. A potem staramy się utrzymać koncentrację; staramy się być uważnymi i uprzytamniać sobie rzeczywistość sytuacji, z jaką się stykamy bez przeceniania jej – „to jest niemożliwe" – ani „lekceważenia jej – „mogę po prostu uciec w mój telefon, grać i surfować, by przed tym uciec”.

Musimy sobie z tym poradzić. Musimy radzić sobie z pracą. Jeśli ją lekceważymy, wówczas uznajemy, że jest ona czymś z czym nie musimy sobie radzić. Na przykład, mamy jakieś zadanie, które musimy wykonać w pracy, a naprawdę nie mamy ochoty tego robić, to cóż wówczas robimy? Czy mamy dyscyplinę, by po prostu to zrobić, czy też zaczynamy od razu surfować w internecie lub od razu mamy ochotę spojrzeć na nasz telefon, by sprawdzić i zobaczyć „cóż, może jest jakaś nowa wiadomość, może ktoś napisał coś bardziej interesującego". Jest to niedocenienie czy też lekceważenie rzeczywistości faktu, że musimy wykonać owo zadanie. Wszystko to wiąże się z determinacją, aby być wolnym. Próbowanie rozpoznania, co jest tym, co naprawdę powoduje nasz problem.

Jak sobie z tym radzić?

Zrozumienie jak działania wpływają na nasze reakcje hormonalne

Zaczynamy od samodyscypliny. Zaczynamy od małych rzeczy i staramy się zrozumieć jak funkcjonuje sposób, w jaki radzimy sobie z naszym stresem, jak to działa, nawet z naukowego punktu widzenia, przyglądając się funkcjonowaniu hormonów. Daje nam to zupełnie inny wgląd, jak również dość naukową podstawę tego, o czym mówi buddyzm.

Kortyzol i dopamina

Kiedy czujemy się zestresowani, na poziomie hormonalnym zwiększa się ilość kortyzolu w naszym organizmie. Ponieważ kortyzol jest hormonem stresu, szukamy ulgi. A jaką strategię przyjmujemy, sądząc, że da nam ona poczucie szczęścia [umożliwiającego nam] pozbycie się kortyzolu z naszego ciała? Myślimy sobie „zapalę papierosa, to mi pomoże” albo zaczynamy przeglądać internet, zaglądamy do mediów społecznościowych, szukamy czegoś ciekawego, by złagodzić nasz stres. Następnie pojawia się podekscytowanie i radość oczekiwania, że dzięki temu poczujemy się lepiej, a wówczas wzrasta nasz poziom dopaminy. Dopamina jest hormonem oczekiwania na nagrodę; związana jest ona z tym, co odczuwa zwierzę, gdy rusza w pogoń za innym zwierzęciem. Jest więc to wyczekiwanie. Łatwo to rozpoznać, kiedy udajemy się na spotkanie z ukochaną osobą, czy coś z tym rodzaju. Poziom dopaminy podnosi się wraz z oczekiwaniem, jak cudowne to będzie. Kiedy już faktycznie jesteśmy z tą osobą, może się okazać, że nie jest to wcale tak wspaniałe, ale samo oczekiwanie podnosi nasz poziom szczęśliwości w oparciu dopaminę, ów hormon.

Jesteśmy bardzo biologicznymi istotami. Ale po wypaleniu papierosa lub sprawdzeniu internetu, nie czujemy zaspokojenia, więc stres powraca. Nie jest to więc szczególnie dobra strategia.

Musimy zatem rozróżnić wady pokładania wiary w naszych błędnych przekonaniach, że papieros rozwiąże nasz problem. Albo że znalezienie czegoś interesującego w wiadomościach lub czegoś ciekawego na naszej stronie na Facebooku rozwiąże problem naszego stresu.

Widzimy, że gdy zrozumiemy wady myślenia, iż jest to najlepsza strategia, możemy rozwinąć w sobie determinację, by uwolnić się od tego rodzaju nawyku. Ów nawyk nie sprawdza się.

Powstrzymywanie się od podążania za nawykowymi reakcjami

Przestajemy więc szukać schronienia w papierosach. Palenie papierosów to zupełnie inny obszar, jeśli chodzi o to, czy palenie papierosów przynosi jakieś korzyści? Nie, nie przynosi żadnych korzyści. Ale jeśli chodzi o korzystanie z internetu, korzystanie z mediów społecznościowych, a także sprawdzanie naszych wiadomości przez cały czas, to trzeba to jakoś uregulować, a nie mieć przez cały czas włączony internet. Innymi słowy, zaniechać używania go jako naszego schronienia. Zaprzestańmy używać go jako sposobu ucieczki. Używajmy go do pożytecznych celów, a nie do celu, którego nie może spełnić.

Jest oczywiście to bardzo trudne, gdy jesteśmy znudzeni i stajemy w obliczu czegoś, co nie szczególnie lubimy robić, czy to w pracy czy w domu. Pojawia się wówczas ów wewnętrzny przymus, by przejrzeć telefon, czyż nie? Ale aby pozbyć się fizycznej otyłości, musimy przejść na dietę, podobnie, by pozbyć się otyłości umysłowej, musimy przejść na dietę informacyjną. Musimy starać się ograniczyć przyjmowanie przez siebie informacji, wiadomości, muzyki itp., tak jak ograniczamy spożywanie żywności.

Otóż powstrzymywanie się od starych, autodestrukcyjnych nawyków spowoduje na początku wzrost stresu i podniesienie poziomu kortyzolu, ponieważ stare nawyki są bardzo, bardzo silne. Tak więc, podobnie jak wówczas gdy rzucamy palenie, lub gdy rezygnujemy z alkoholu albo narkotyków, mamy okropne objawy odstawienia – [wydziela się] kortyzol hormon stresu – podobnie, gdy rezygnujemy lub robimy przerwy w korzystaniu z internetu, w sprawdzaniu wiadomości, serwisów społecznościowych czy muzyki, doświadczamy stresu związanego z odstawieniem. Jest to podobne do odtruwania się. Ludzie opisywali taki detoks od muzyki, zwłaszcza gdy byli tak uzależnieni, że zawsze mieli w uszach słuchawki podłączone do iPoda i przez dość długi czas nieustannie wyśpiewywali te muzykę w głowie. Długo to trwa, zanim się uspokoi. Myślę, że to bardzo dobry obraz: Taaak, właśnie o coś takiego tu chodzi.

Nie możemy funkcjonować, ponieważ o niczym nie możemy myśleć, bo ciągle słyszymy tę muzykę. Zwłaszcza jeśli to ta sama melodia powtarzająca się w kółko; może to człowieka doprowadzić do szału. Ale jeśli w tym wytrwamy, ów poziom stresu związanego z odstawieniem w końcu ustanie, a my doświadczymy spokoju umysłu. A wówczas będziemy w lepszej sytuacji, by zastąpić nasze negatywne nawyki pozytywnymi.

Są bardzo dobre metody buddyjskie, których stosowanie nie musi koniecznie ograniczać się do buddystów, takie jak uświadamianie sobie, że jesteśmy częścią całej ludzkości i wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni, że nasz dobrobyt zależy od wszystkich innych, co jest o wiele bardziej stabilnym sposobem zaspokojenie naszej potrzeby odczuwania więzi i połączenia z innymi, czego w istocie nie daje nam bycie częścią internetowej sieci społecznościowej

Oksytocyna

Jest związany z tym hormon, oksytocyna. Jest ona hormonem więzi, jaką mają, na przykład, matki z dziećmi itp. To ów hormon napędza w nas potrzebę wiązania się ze sobą, potrzebę czucia się częścią jakiejś grupy. Można go zaspokoić w pozytywny sposób, jak poprzez poczucie, że jesteśmy częścią ludzkości, wszyscy jesteśmy równi, każdy pragnie być szczęśliwy i nikt nie chce być nieszczęśliwy –  i tego typu rzeczy, co jest o wiele bardziej stabilne niż próby zaspokojenia go poprzez bycie częścią grupy w mediach społecznościowych, co wiąże się z otrzymywaniem lajków.

Wspominam o tych informacjach związanych z hormonami z konkretnego powodu. Jego Świątobliwość Dalajlama często powiada, że powinniśmy być buddystami XXI wieku, a to oznacza budowanie pomostu między naukami buddyjskimi i nauką, aby wykazać, że w naukach buddyjskich jest wiele rzeczy, które są zgodne z nauką. Bardzo często bierze on udział w konferencjach Mind and Life (ang. Umysł i Życie), gdzie spotka się z naukowcami, by zobaczyć, które rzeczy można, które są powszechnie rozumiane i jak obie strony mogą sobie nawzajem pomóc w uzyskaniu pełniejszego obrazu życia.

Jeśli zrozumiemy, że na bardzo fizycznym, biologicznym poziomie czujemy się szczęśliwi, bo czujemy się lepiej z powodu pewnych hormonów w naszym ciele, to możemy wówczas przeanalizować to, jakich strategii używamy, by zaspokoić owe hormony, a jeśli te strategie nie działają, to znaleźć inne strategie, które mogą wykorzystać je w pozytywny, nieautodestrukcyjny sposób.

Dopomina – hormon oczekiwania oraz wyznaczanie sobie konstruktywnych celów

Mówimy o dopaminie, o hormonie związanym z oczekiwaniem na nagrodę. Sprawia on, że czujemy się bardzo podekscytowani, jak lew ścigający antylopę, by ją zjeść. Stosujemy więc pewne destrukcyjne sposoby korzystania z tego zespołu dopaminergicznego, które nie działają, jak na przykład oczekiwanie na więcej lajków na naszej stronie na Facebooku – to nie działa.

Albo, próbując zaspokoić ów hormon, możemy korzystać z neutralnych sposobów. Mam przyjaciela, który jest ciężarowcem. Ma nadzieję, że będzie potrafił podnieść 180 kilogramów i spodziewa się, że [później] będzie w stanie podnieść 200 kilogramów. Jest bardzo tym podekscytowany, co sprawia, że jest bardzo szczęśliwy w oczekiwaniu na nagrodę. Ale nawet jeśli uda mu się podnieść, powiedzmy, te 200 kilogramów, to jako buddyści, bardzo cynicznie, zapytalibyśmy czy przeniesie mu to lepsze odrodzenie? Czy podniesienie 200 kilogramów pozwoli mu na lepsze odrodzenie. [Ostatecznie i tak] nie przyniesie mu to zadowolenia, bo teraz będzie musiał ponieść 210 kg.

Ale jeśli wykorzystamy ów syndrom dopaminergiczny do pracy, powiedzmy, w kierunku osiągnięcia śamathy, doskonałej koncentracji lub osiągnięcia cierpliwości, przezwyciężenia naszego gniewu itd., to staje się to bardzo ekscytujące. Zamiast czuć się sfrustrowanym „Nie jestem wystarczająco dobry, nie jestem w stanie tego wytrzymać”, możemy zacząć pracować z tym w kategoriach „Oto wyzwanie, jestem naprawdę szczęśliwy, próbując mu sprostać”.

Powinniśmy starać się robić to – takie są instrukcje do medytacji – bez oczekiwań i rozczarowań. Kiedy spodziewamy się natychmiastowych rezultatów, to będziemy oczywiście rozczarowani. Tak więc, dążymy do celu bez oczekiwań. A dążenie do celu, zwłaszcza jeśli jest to dobry, znaczący cel, jest źródłem szczęścia. Szczęście, jakie odczuwamy ma biologiczną podstawę, więc jest to całkowicie zgodne z metodą naukową: buddyzm XXI wieku. Innymi słowy, możemy to wyjaśnić, w taki sposób, w jaki naukowcy są w stanie zaakceptować to dlaczego i jaki sposób metody buddyjskie są skuteczne. Taki jest tego cel.

Trzy wyższe treningi: samodyscyplina, koncentracja i rozróżniająca świadomość

Krótko mówiąc, musimy rozwinąć determinację, by być wolnym, co w  buddyzmie  nazywamy wyrzeczeniem. Aby uwolnić się od naszych starych negatywnych nawyków, musimy ćwiczyć się w samodyscyplinie, koncentracji i rozróżniającej świadomości; w tak zwanych trzech treningach: rozróżnianie tego, co pomocne, co szkodliwe, co działa, co nie działa, skupianie się na tym z koncentracją oraz dyscypliną, by odpowiednio modyfikować nasze zachowanie.

Przeszkoda w samodyscyplinie – żal

Te trzy muszą harmonijnie współdziałać, lecz aby je odpowiednio rozwijać, musimy pozbyć się zaburzających je czynników. Żal jest przeszkodą w samodyscyplinie. Na przykład, żałujemy, że nie sprawdziliśmy internetu lub że natychmiast nie odpowiedzieliśmy na wiadomość lub e-mail. Taki żal szkodzi naszej samodyscyplinie, by sprawdzać je jedynie o określonych porach dnia.

Pomocną strategią jest wyłączenie alarmu powiadomień – „masz mejla" – czy wskaźnika na naszym komputerze lub urządzeniu mobilnym i sprawdzanie wiadomości tylko o określonych porach dnia, a także odpowiadanie tylko na ważne wiadomości zaraz po ich przeczytaniu, więc potrzebujemy samodyscypliny, by zostawić odpowiadanie te, które mogą poczekać, aż będziemy mniej zajęci lub robić to w określonym czasie dnia specjalnie na to rezerwowanym.

Muszę wyznać, że sam jestem tego winny, więc przyjąłem pewną strategię, by spróbować jakoś sobie radzić z napływem e-maili, które dostaję. Nie biorą udziału w mediach społecznościowych, więc nie dostaję tego rodzaju wiadomości, ale dostaję co najmniej trzydzieści e-maili dziennie albo i więcej. Robię więc to tak: zamiast natychmiast na nie odpowiadać, co powodowałoby, że nie mógłbym niczego zrobić, sprawdzam i odpowiadam tylko na te naprawdę ważne, a resztę zaznaczam. Wiem, że wieczorem, kiedy mój umysł nie jest wystarczająco jasny, by pisać czy robić ważniejsze rzeczy, odpowiem na nie. Tak więc przeznaczam na to określony czas. W przeciwnym razie wymyka się to spod kontroli.

Przeszkody w koncentracji: senność, umysłowe otępienie i rozbieganie

Senność, otępienie umysłowe i rozbieganie umysłowe przeszkadzają w koncentracji. W przypadku każdego z nich tracimy zdawanie sobie sprawy z faktu, że powstrzymywanie się od ciągłego sprawdzania naszych wiadomości sprawi, że życie będzie mniej skomplikowane. Bycie na tym skupionym, pamiętanie o tym oznacza właśnie uważność.

Staramy się pamiętać, że nasze życie będzie znacznie mniej stresujące, że będzie w nim o wiele mniej napięcia, jeśli zaakceptujmy fakt, że na większość tych wiadomości odpowiemy, powiedzmy, wieczorem lub w dowolnym momencie, o jakiejkolwiek porze, którą na to przeznaczymy. Utrudnia to nasza senność i zmęczenie, gdyż wówczas o tym zapominamy, więc łatwiej jest nam wejść na swoją stronę na Facebooku. Albo czujemy się otępiali i zamiast wstać, i napić się wody lub czegoś w tym rodzaju, wchodzimy w internet. Albo też rozbiegany umysł błądzi gdzie tylko, jedna rzecz się dzieje; co innego się dzieje i bez zastanowienia odpowiadamy na wiadomość. Czytamy ją. „Nie chcę czegoś przegapić"

Przeszkody w rozróżniającej świadomości: niezdecydowane wahania i wątpliwości

Wreszcie, niezdecydowane wahanie jest przeszkodą utrudniającą naszą rozróżniającą świadomość. Wahamy się w te i wewte czy sprawdzać nasze wiadomości tylko o ustalonych porach – „czy była to właściwa decyzja”? – będąc niepewni siebie samego, popadamy w zwątpienie.

Takie wątpliwości pojawiają się, ponieważ powstrzymywanie się od sprawdzania ich jest trudne i stresujące. Aby poradzić sobie z tymi wątpliwościami, musimy przypomnieć sobie o zaletach zmiany naszych nawyków; sprawi to, że nasze życie będzie mniej rozdrobnione, jeśli będziemy mogli skupić się na robieniu jednej rzeczy i zająć się różnymi sprawami we właściwej kolejności, we właściwej strukturze. W przeciwnym razie powstaje chaos, a chaos jest stresujący.

Bezstronna niewzruszoność i współczucie

Są też inne strategie, które możemy zastosować, by nasze życie było szczęśliwsze. Na przykład, jak sobie poradzimy będąc w zatłoczonym metrze. Im bardziej skupiamy się tylko na sobie i chcemy się chronić, uciekając w nasz telefon komórkowy, tym bardziej stajemy się zamknięci. Nie mówię tu o spokojnym wykorzystaniu czasu w metrze – ponieważ zajmuje to czasem dużo czasu –  na czytanie książki. Mówię o tym, kiedy uciekamy w telefon komórkowy, w muzykę lub gry. Im bardziej koncentrujemy się na sobie i chcemy się chronić, uciekając w telefon komórkowy, tym bardziej stajemy się zamknięci, więc nasza energia jest zduszona, zaś my sami czujemy się bardziej napięci. Nie jesteśmy rozluźnieni, ponieważ czujemy się zagrożeni przez niebezpieczeństwo, szczególnie tutaj w Moskwie, gdzie metro jest tak zatłoczone. W Berlinie nie jest aż tak tłoczno.

Nawet jeśli jesteśmy zaabsorbowani grą, w którą gramy na telefonie komórkowym lub głośną muzyką z iPoda, to otaczamy się murem, nie chcemy, by nam przeszkadzano, więc przyjmujemy obronne nastawienie. W istocie, chociaż próbujemy się bawić, jest to bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Nie jesteśmy spokojni.

Z drugiej strony, jeśli staramy się postrzegać siebie jako część całego tłumu ludzi w metrze i rozwijamy troskę, i współczucie wobec wszystkich w takiej samej sytuacji w jakiej sami jesteśmy, to nasze umysły i serca są otwarte. Możemy oczywiście pozostawać czujni na niebezpieczeństwo, ale bez paranoi skupiania się tylko na sobie. Chcemy, by wszyscy byli bezpieczni. Nie próbujemy zagłuszyć wszystkich muzyką lub uciec od nich w jakąś grę. To po prostu nas odizolowuje się. Nie chcemy się izolować.

Poczucie otwartości wobec wszystkich

O wiele bardziej pomocna jest otwartość wobec wszystkich, ale otwartość to także  bardzo delikatna sprawa. Jeśli chwytamy się stałego i trwałego „ja” wewnątrz nas, „teraz się otworzyłem, teraz jestem wrażliwy i to może mnie zranić”, to w oparciu o tego rodzaju podstawę nie będziemy w stanie naprawdę tego dokonać, naprawdę się otworzyć. Z drugiej strony, otwarcie się na myślenie o wszystkich spełnia ów zwierzęcy instynkt bycia częścią stada. Czujemy się bezpieczniej, gdy zamiast izolować się od stada, jesteśmy jego częścią. Tak więc, działa to na zwierzęcym poziomie. Ale musimy uważać,  dekonstruując owe stałe i trwałe ja wewnątrz nas, gdy nie mamy już murów –„teraz wszyscy mnie zaatakują”.

To delikatna operacja, ale może być bardzo pomocna, jeśli potrafimy ją przeprowadzić. Aby tego dokonać, musimy połączyć samodyscyplinę, koncentrację i rozróżniającą świadomość.

Robienie efektywnych przerw w trakcie intensywnej pracy

Istnieje wiele innych strategii, jakie możemy zastosować, aby poradzić sobie ze stresem w naszym życiu, niektóre są bardzo proste. Na przykład, kiedy potrzebujemy przerwy od intensywnej pracy, zamiast surfować po internecie, możemy wstać, napić się wody, patrzeć przez okno – coś w tym rodzaju. Innymi słowy, raczej mniej stymulacji niż więcej stymulacji. Stres bierze się z nadmiernej stymulacji. Nie chcemy rozwiązywać tego, wprowadzając jeszcze więcej stymulacji. Mniej to lepiej.

Dzięki owej determinacji, by być wolnym, stosując trzy treningi: samodyscyplinę, koncentrację i rozróżniającą świadomość, będziemy w stanie zminimalizować stres, z jakim stykamy się w naszym codziennym życiu, oraz nasze autodestrukcyjne nawyki. Będziemy o wiele spokojniejsi, radząc sobie z napięciem w pracy, sytuacją rodziną, sytuacją gospodarczą itp. Będzie to szczególnie skuteczne w radzeniu sobie z sytuacjami naszego współczesnego życia, w którym jest takie wiele dostępnych rzeczy, jeśli chodzi o internet, media społecznościowe, muzykę itp. Nie oznacza to, że musimy rezygnować z internetu, wyrzucić nasze urządzenie mobilne i nigdy więcej nie słuchać muzyki. Zupełnie nie o to tu chodzi. Lecz  o to, by rozwinąć lepszą strategię, lepsze nawyki korzystania z nich w zdrowy i korzystny sposób. Dziękuję.

Pytania

Problem polega na tym, że w nowoczesnym życiu musimy reagować na rzeczy. Na przykład, jeśli sprawdzamy wiadomości, nie robimy tego wyłącznie z zaabsorbowania sobą samyi, ale chcemy także wiedzieć, co powinniśmy robić, jak reagować na rzeczy. Na przykład, różne stawki, czasami podają w internecie, jak się zmieniają i być może będziemy musieli na to zareagować. Albo ktoś może wysłać nam wiadomość, że dana osoba jest chora i potrzebuje pomocy. Albo nasi koledzy mogą napisać do nas, chcąc o coś zapytać, a jeśli nie sprawdzamy wiadomości, nie dostaniemy tego. Albo prognoza pogody. Jeśli rano jej nie sprawdzimy i  wyjdziemy z domu, to może zrobić się zimno, a nie będziemy o tym wiedzieć i możemy zachorować. We wszystkich tych przypadkach stajemy się mniej wydajni i możemy stracić czas, zdrowie czy coś innego.

Dlatego powiedziałem, że musimy opracować zdrową strategię, inteligentną strategię korzystania z internetu. Jeśli jesteśmy fizycznie otyli i stosujemy dietę, nie oznacza to, że przestajemy w ogóle jeść. Ograniczamy ilość jedzenia, jakie spożywamy. Podobnie, jeśli cierpimy na „otyłość informacyjną”, powinniśmy ograniczyć to, na co oglądamy i sprawdzać tylko to, co konieczne, co pomocne, zaś co do innych rzeczy, jak powiedziałem, możemy zastosować strategię podobną do mojego programu mejlowego. Można coś zaznaczyć, by przejrzeć to później, by zająć się tym później.

Ale ta strategia oznacza, że w każdym przypadku otrzymujemy wszystkie informacje, a następnie wybieramy to, na co odpowiadamy, czego nie odbieramy, ale wciąż czytamy wszystkie nasze mejle i czytamy wszystkie wiadomości itd.

Możliwe, że musimy przyjmować różne strategie. Jest wielka różnica między sprawdzaniem prognozy pogody, kiedy wstajemy rano, a sprawdzaniem, ile lajków dostaliśmy w ciągu nocy. Nie musimy sprawdzać, ile dostaliśmy lajków. Jeśli zaś chodzi o wiadomości, jakie dostajemy, to niektóre z nich to reklamy, inne pochodzą od ludzi, którzy nie są tak ważni pod względem naszej pracy itp. Pewnymi rzeczami można zająć się później. W naszej własnej książce adresowej wiemy, co jest ważne, a co mniej ważne. Mam przyjaciela, który lubi robić zdjęcia śniadania, które sobie przygotowuje i rozsyła je ludziom. Z pewnością nie muszę tego oglądać.

Czy on wie, że tego nie oglądasz?

Rzucę na to okiem później, ale z pewnością nie będę przerywał pracy, by na to spojrzeć.

Inne religie również dostarczają metod zapewniających nam owo hormonalne „dobre samopoczucie”. Jaka jest zatem różnica między nimi a buddyzmem?

To prawda, że inne religie zapewniają coś takiego głosząc na przykład „Jezus mnie kocha”. „Bóg mnie kocha” itd. – co daje poczucie bycie akceptowanym i [umożliwia] zmierzanie ku celom. Te rzeczy z pewnością są tam obecne, to prawda. Zaś metody, o których mówiłem, nie są koniecznie specyficzne dla buddyzmu. Można stosować je bez jakiegokolwiek kontekstu religijnego. Są to jedynie ogólne strategie i mogą być pomocne każdemu. W tym, co mówiłem, nie ma niczego specyficznie buddyjskiego.

Jeśli jednak pytamy, co jest wyłącznie buddyjskie, to jest to spojrzenie na rzeczywistość na bardzo subtelnym poziomie. Jednak to co ujawniają rozmowy z naukowcami, nawet i takie spojrzenie na rzeczywistość nie jest aż tak wyjątkowe, bowiem pozostaje ono w zgodzie z poglądem dotyczącym kwantowego wszechświata. Jeśli z teorii kwantowej wyprowadzimy jej logiczną konkluzję odnośnie struktury wszechświata, to wówczas otrzymamy buddyjskie nauki o pustce i współzależnym powstawaniu.

Co mamy zrobić, jeśli jesteśmy rzeczywiście gotowi spotkać się z kimś osobiście, ale kiedy faktycznie spotkamy się z tą osobą, ona patrzy tylko na swój telefon komórkowy i nie zwraca na nas uwagi. Czy w takiej sytuacji można jej powiedzieć wprost, że to jest niewłaściwe, ponieważ mamy prawdziwe spotkanie?

Osobiście sądzę, że tak. Myślę, że należy powiedzieć takiej osobie „Cześć! Jestem tu!”. Jest pewna bardzo ważna rzecz zwana etykietą telefonu komórkowego. Szczególnie jeśli jest się rodzicem i ma się nastoletnie dzieci, ważne jest by ustanowić dyscyplinę nie wysyłania sms-ów i nie prowadzenia rozmów przez telefon przy stole. Tak, mówimy im, że tak nie wolno i każemy im odłożyć telefon. Mam znajomą, która uczy na amerykańskim uniwersytecie i każe ona swoim studentom zostawiać telefony komórkowe na swoim biurku podczas wykładu. Nie wolno im mieć ich przy sobie na swoim miejscu. Uważam, że to całkowicie właściwe. Co ciekawe – nie pamiętam, czy co 45 minut, czy co godzinę, bo to trzygodzinne seminarium – musi ona pozwalać ludziom robić sobie przerwę telefoniczną. Nie chodzi o to, że muszą iść do toalety, ale są tak spięci, że spieszą by wziąć swoje telefony z biurka i przejrzeć je w trakcie przerwy. To bardzo interesujące, socjologicznie.

To uzależnienie od telefonów, na jakie cierpią ludzie jest czasem naprawdę chroniczne i często trzeba im pomóc rozwinąć pewną dyscyplinę społeczną. Myślę, że to jest właściwe, jeśli robi się to w uprzejmy sposób. Oczywiście jest różnica między tym, że może wydarzyć się jakaś katastrofa, o której ktoś powinien wiedzieć, a tym, że ktoś po prostu czatują sobie o czymś całkowicie nieistotnym. Bądźmy jednak realistami, jak często otrzymujemy telefony powiadamiające nas o katastrofach? A jeśli się z kimś spotkamy i oczekujemy telefonu, by usłyszeć, że nasze dziecko bezpiecznie wróciło do domu lub coś w tym rodzaju, to możemy powiedzieć o tym osobie, z którą się właśnie spotykamy. Bądźmy grzeczni: „Oczekuję telefonu. Czekam, by moje dziecko dało mi znać, że bezpiecznie wróciło do domu". Wszyscy to zrozumieją, Wszystko jest wówczas jasne.

Jadąc metrem, zawsze słucham muzyki, ale nie robię tego po to, by się dodatkowo stymulować, lecz w istocie po to, by zmniejszyć ilość negatywnej stymulacji. To dlatego, że wokół mnie są ludzie, którzy mówią o czymś, czego czasami nie chcę słuchać, a w tych rozmowach jest dużo negatywności. Ponadto w metrze puszczają reklamy, która mówią rzeczy, które zna się na pamięć. Tak więc, by zamknąć wszystkie te negatywne stymulatory, po prostu słucham muzyki. Czy uciekam? Czy zmieniam negatywne i bardzo intensywne stymulatory w mniej intensywne i mniej destrukcyjne?

To bardzo interesujące pytanie. Pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy, jest indyjska odpowiedź, która być może nie jest najodpowiedniejszą odpowiedzią. Kiedy w Indiach podróżuje się nocnym wideo-busem, czyli autobusem, w który przez całą noc jest włączone wideo odtwarzające w kółko ten sam film z głośnością na pełny regulator, to jeśli zapytamy kierowcę: "Czy mógłbyś to ściszyć?" czy cokolwiek podobnego, to indyjska odpowiedź brzmi: „Nie słuchaj tego".

W metrze nie musimy słuchać tego, co wszyscy mówią. To kwestia uwagi. Na czym się skupiamy? Jeśli nasza uwaga skupia się na wszystkich ludziach, powiedzmy, na ich minach, a jeśli nie wyglądają oni na bardzo szczęśliwych, to ze współczuciem na życzeniu im, by uwolnili się od swej nieszczęśliwości, by byli szczęśliwi, to wówczas nasza uwaga nie będzie skupiać się na tym, co mówią. Nie zwracamy uwagi na reklamy. Nasza uwaga skupia się na czymś innym.

Jeśli nie jesteśmy w stanie tego zrobić, to w porządku, posłuchajmy muzyki. Ale muzyka nie powinna być pretekstem do ignorowania ludzi. To doskonała okazja do praktykowania współczucia.

Pomyślmy o zasadzie tonglen, owej dość zaawansowanej buddyjskiej praktyce brania i dawania. To, co w takiej sytuacji staralibyśmy zrobić, to zamiast odpychania od siebie i stawiania murów wokół tego, o czym mówią inni, akceptujemy to, więc jesteś otwarci i akceptujemy, że mówią o czymś banalnym lub o czymś negatywnym, a potem wysyłamy do nich miłujące życzenia, aby uwolnili się od czegokolwiek, co ich denerwuje, aby sobie z tym poradzili, aby zajęli się bardziej znaczącymi pozytywnymi rzeczami. Jest to więc świetna okazja do praktyki tonglen.

Bardzo często zdarza się tak, że choć najpierw czujemy determinację, by być wolnym, to po pewnym czasie zmniejsza się ona, być może z powodu lenistwa lub innych rzeczy i już jej nie czujemy. Co można zrobić, by ją przywrócić, jeśli coś takiego się dzieje?

Główna rada, jakie zazwyczaj się udziela jest taka, by przypominać sobie o wadach tego, od czego jesteśmy zdeterminowani być wolnym, niezależnie od tego z jakiego rodzaju cierpieniem wiąże się dana sytuacja oraz korzyściach płynących z bycia od tego wolnym oraz aby przypomnieć sobie, jakie metody można zastosować, by być od tego wolnym i potwierdzać w sobie pewność, że taka metoda nie tylko działa, ale że my sami jesteśmy w stanie tego dokonać. Wszystko to jest bardzo ważną częścią owej determinacji, by być wolnym. Innymi słowy, przypominając sobie, że „mogę być od tego wolnym, jeśli wystarczająco ciężko nad tym popracuję”. W przeciwnym razie po prostu odczuwamy zniechęcenie, a wówczas nie robimy nic i poddajemy się.

Jeśli praktykujemy medytację, sprawia ona, że stajemy się bardziej stabilni i jest to coś, co osiągamy sami. Jeśli jednak, by stać się bardziej stabilnym, przyjmujemy jakieś leki, to jest to coś, co otrzymujemy w zasadzie bez wysiłku i to nas nie zmienia. Oczywiście, jeśli ktoś jest chory, to istnieje konieczność przyjmowania leków. Ale co, jeśli ktoś bierze coś w życiu codziennym tylko po to, by poprawić swój stan, by zmniejszyć stres i inne negatywne wpływy na umysł?

Myślę, że powinniśmy podchodzić do buddyjskich metod realistycznie. Metody buddyjskie są skuteczne dla osób, które osiągnęły już pewien poziom dojrzałości i stabilności. Jeśli jesteśmy poważnie emocjonalnie czy psychicznie zaburzeni, to nie możemy jeszcze stosować buddyjskich metod. Musimy wpierw osiągnąć pewną stabilność, a leki mogą być w tym bardzo pomocne – niezależnie od tego, czy chodzi o środki uspokajające czy antydepresyjne, cokolwiek by to nie było. Potrzebujemy czegoś, by sobie pomóc. Mówienie: „Cóż, po prostu medytuj", kiedy takie osoby nie są jeszcze do tego zdolne [nie ma sensu]. Ale gdy staniemy się już bardziej stabilni, wtedy oczywiście powinniśmy przezwyciężyć uzależnienie od leków. Kiedy jesteśmy bardziej stabilni, to jesteśmy w stanie umysłu, w którym możemy faktycznie zastosować praktyki medytacyjne. Przedtem jesteśmy zbytnio zaburzeni, więc nie mamy wystarczającej koncentracji.

W Birmie trzy osoby poszły siedzieć do więzienia za wywieszenie reklamy pewnej restauracji przedstawiającej wizerunek Buddy ze słuchawkami w uszach. Jak byś to skomentował z buddyjskiego punktu widzenia?

Dewadatta, zazdrosny kuzyn Buddy, zawsze starał się mu zaszkodzić, ale oczywiście Buddy nie dało się skrzywdzić i z pewnością się tym nie przejmował. Zatem Budda na pewno nie obraziłby się ze tego powodu, że ma zdjęcie ze słuchawkami. Ale dla wyznawców buddyzmu lub wyznawców jakiejkolwiek religii, może być bardzo obraźliwe, gdy ludzie nie okazują szacunku głównej postaci danej religii. Nie ma powodu, by obrażać ludzi, to bardzo niegrzeczne. Wrzucenie ich jednak do więzienia lub naprawdę bardzo wysokie grzywny, to prawdopodobnie coś zupełnie niewłaściwego. Jednak oni nie powinni tego robić. Wolność słowa niekoniecznie oznacza wolność urażania ludzi, zwłaszcza gdy wiemy, że to rozpali całą populację. Otóż oczywiście zależy od tego, kto decyduje, co jest obraźliwe, a co nie, co oczywiście otwiera drzwi do nadużyć. Ale jeśli chodzi o religie, to tego rodzaju nieposzanowanie Jezusa, Mahometa czy Buddy jest czymś niewłaściwym i jest to całkiem jasne. Jak zareagowaliby chrześcijanie na reklamę z Jezusem na krzyżu ze słuchawkami, słuchającego iPoda jako reklamy nowego iPoda? Nie sądzę by, zdeklarowanym chrześcijanom coś takiego się spodobało.

Możemy dążyć do osiągnięcia ziemskich celów albo celów duchowych. Odkryłem, że może wiązać się to z popadaniem w skrajności. Jedną z nich jest większe koncentrowanie się na ziemskich celach, ale w tym przypadku nie ma to końca, bo osiągnąwszy jeden cel, zaczyna się zaraz dążyć do kolejnego. Druga skrajność, jaką widzę, ma miejsce na przykład w społecznościach buddyjskich, które starają się osiągać duchowe cele, ale zapominają o światowych celach. Czy istnieją metody lub sposoby rozwiązania tego problemu i znalezienia w tym równowagi?

Jego Świątobliwość Dalajlama zawsze mówi 50/50. Nie powinniśmy tracić z oczu realiów naszego życia, tego jakie mamy obowiązki: naszej sytuacji finansowej, czy mamy kogoś na utrzymaniu? Bądźmy więc realistami.

Top