Rozwinięcie ślubów bodhisattwy od 11 do 18 oraz wykroczenia

(11) Prezentacja nauk o pustce tym, których umysły są nieprzygotowane

Omawialiśmy śluby bodhisattwy. Poruszyliśmy już dziesięć spośród osiemnastu i teraz przechodzimy do jedenastego. W tym ślubie postanawiamy unikać nauczania o pustce tych, których umysły są nieprzygotowane. Mowa o udzielaniu nauk najgłębszego poziomu pustki osobie mającej motywację bodhiczitty, a nieprzygotowanej do zrozumienia tych nauk, którą to tylko zdezorientuje i przestraszy, i która w następstwie tego mogłaby porzucić ścieżkę bodhisattwy i podążać zaledwie za własnym, osobistym wyzwoleniem. Jest to bardzo konkretne . W objaśnieniu mówi się, że taka osoba mogłaby pomyśleć, że pustka oznacza nieistnienie kogokolwiek. A zatem mogłaby pomyśleć, że skoro nikt nie istnieje, to po co zawracać sobie głowę staraniami o przyniesienie komuś pożytku? Tak więc podążałaby tylko za własnym wyzwoleniem.

Objaśnienie to możemy rozumieć nie tylko w odniesieniu do madhjamaki, lecz również czittamatry. Ponieważ w przypadku czittamatry ktoś, kogo mogłoby to wprawić w zamęt, mógłby w związku z naukami czittamatry o pustce pomyśleć, że wszystko istnieje w głowie, że nie ma żadnej rzeczywistości poza głową, poza umysłem. Czyli inni ludzie istnieją tylko w naszym umyśle, a zatem nie istnieją naprawdę, po co więc mielibyśmy zawracać sobie głowę usiłowaniem pomagania im? A w przypadku madhjamaki, oczywiście mogliby myśleć, że w ogóle nic nie istnieje. To działanie obejmuje również nauczanie o pustce każdego, kto by mógł to opacznie pojąć i całkiem porzucić Dharmę. Na przykład mógłby pomyśleć, że ponieważ buddyzm naucza, że nic w ogóle nie istnieje, to jest to jakiś kompletny nonsens. Ważne więc, żeby podawać określone tło dla nauk, wprowadzać ludzi stopniowo i jeśli zamierzamy nauczać o pustce, nauczać o niej w prosty sposób, aby nie spowodować u innych powstania zamętu lub błędnych wyobrażeń. Jest to naprawdę bardzo trudne zadanie, gdyż, o ile nie władamy postrzeganiem pozazmysłowym, bardzo trudno jest wiedzieć, czy ktoś zrozumie to, co objaśniamy lub czy jest gotowy, żeby to zrozumieć.

Jeśli jednak popatrzymy na liczne rozmaite teksty, które wielcy mistrzowie indyjscy (Nagardżuna, Czandrakirti itp.) napisali o pustce, a oni bez wątpienia podążali ścieżką mahajany, oraz że Jego Świątobliwość Dalajlama naucza o pustce przez cały czas bardzo liczne zgromadzenia słuchaczy, to pytanie brzmi, czy oni naruszają omawiany ślub bodhisattwy. Czy nauczają o pustce kogoś, kogo umysł jest nieprzygotowany? To jest bardzo trudne pytanie, lecz być może pomocne będzie zdać sobie sprawę z tego, że sposób, w jaki jej nauczają, jest tak złożony i trudny do zrozumienia, że osoby niegotowe nie pojmą niczego. A więc nie będzie tak, że uzyskają jakiś niewłaściwy obraz, lecz po prostu uznają, że: „Nie mogę tego pojąć”. Jeśli uczymy kogoś pojedynczo, możemy zawsze sprawdzić i przekonać się, jak dana osoba to rozumie. Jeśli jednak nauczamy w większych grupach, jest to o wiele trudniejsze. Można jednak zobaczyć ze sposobu, w jaki podaje się główne objaśnienia na ten temat, że tu chodzi o osobę już mającą motywację bodhiczitty, którą nauki o pustce mogłyby skłonić do porzucenia jej.

(12) Odwodzenie innych od pełnego oświecenia

Następnie wykroczenie przeciw dwunastemu ślubowi, to odwodzenie innych od pełnego oświecenia. Znów, przedmiotem tego działania są ludzie, którzy już rozwinęli motywację bodhiczitty i już pracują na rzecz oświecenia. A my mówimy im, że nie poradzą sobie z działaniem przez cały czas ze szczodrością, cierpliwością itd. Zniechęcamy ich i mówimy, że nigdy nie zdołają stać się buddami, że to o wiele za trudne i że lepiej byłoby dla nich, żeby pracowali po prostu nad własnym wyzwoleniem. Lecz o ile nie odwrócą się rzeczywiście od pracy na rzecz oświecenia, to działanie owo nie jest spełnione. Jako bodhisattwowie staramy się pomóc każdemu osiągnąć oświecenie, zatem nie chcemy powodować, żeby inni się od niego odwracali.

(13) Odwodzenie innych od ich ślubowań pratimokszy

Następnie wykroczenie przeciw ślubowi trzynastemu dotyczy odwodzenia innych od ich ślubów pratimokszy. Odnosi się to do dowolnego poziomu ślubów pratimokszy dla jednostkowego wyzwolenia – osoby świeckiej, mnicha czy mniszki. Celem działania jest tu osoba utrzymująca jeden ze wspomnianych zestawów ślubów pratimokszy, a my mówimy jej, że ma potrzeby, żeby jako bodhisattwa tak czyniła, gdyż dla bodhisattwów wszystkie uczynki są czyste, a więc każdy uczynek będzie w porządku. Żeby ów upadek był zupełny, osoba ta musi rzeczywiście porzucić swe śluby. Oczywiście podstawą możliwości osiągnięcia wyzwolenia lub oświecenia jest przestrzeganie jakiegoś poziomu ślubów pratimokszy. Jest taki podobny drugorzędny ślub pod nazwą „porzucanie pojazdu śrawaków lub hinajany”. Tutaj myślimy lub mówimy bodhisattwie, że nie ma potrzeby słuchania nauk pojazdu hinajany i odnosi się to ściśle do nauk o ślubach pratimokszy z pojazdu hinajany lub mówimy mu, że nie ma potrzeby przestrzegania ich lub ćwiczenia się w nich. To wystarcza dla wykroczenia poza ów drugorzędny ślub i nie ma tu potrzeby, żeby dana osoba rzeczywiście porzuciła swe śluby. W przypadku rdzennego ślubu musiałaby ona rzeczywiście porzucić swoje śluby.

Niektórzy myślą, że śluby bodhisattwy wystarczą lub mogą wręcz uważać, że śluby tantryczne wystarczą – że nie potrzebujemy ślubów bodhisattwy czy ślubów pratimokszy. Tsongkhapa bardzo silnie się temu sprzeciwia i zawsze znajduje rozmaite sutry itd. na wsparcie stwierdzenia, że jakiś poziom ślubów pratimokszy jest niezbędny dla osiągnięcia wyzwolenia lub oświecenia przez praktykującą osobę oraz wykazuje, że Budda bardzo mocno to podkreślał. Ogólnie biorąc, bardzo ważne jest unikanie przynajmniej najsilniejszych rodzajów destrukcyjnych zachowań, takich jak kłamstwo i kradzież.

(14) Umniejszanie pojazdu śrawaków

Kolejnym, wykroczeniem przeciw czternastemu ślubowi jest pomniejszanie rangi pojazdu śrawaków. Pojazd śrawaków, to inna nazwa pojazdu hinajany. W szóstym rdzennym upadku ślubu bodhisattwy podważamy to, że teksty pojazdów hinajany są autentycznymi słowami Buddy. Natomiast tutaj uznajemy, że są one słowami Buddy, lecz podważamy skuteczność praktykowania nauk w nich zawartych. Twierdzimy, że nie da się pozbyć zakłócających emocji przy pomocy poleceń w nich zawartych. Jest to coś, co może bardzo łatwo się wydarzyć. Obecnie w bardzo wielu miejscach dostępne są kursy wipassany, które zasadniczo pochodzą z tradycji therawady, a jako osoba praktykująca mahajanę moglibyśmy utrzymywać, że są one nieskuteczne, wyśmiewać je i twierdzić, że praktykowanie ich jest niedorzecznością. One nie pomagają przezwyciężyć zakłócających emocji – jakiż jest pożytek z siedzenia i obserwowania swego oddechu? Sądzę, że problemem jest tu, że najczęściej nie wchodzimy głębiej w te nauki. Patrzymy na nie tylko powierzchownie i je odrzucamy, a nie patrzymy na cały kontekst ich praktykowania oraz na całe zestawy medytacji do których prowadzą. Trzeba więc bardzo uważać przed posiadaniem takich negatywnych postaw wobec innych rodzajów praktyk – szczególnie praktyk nauczanych w pojeździe hinajany. Pojazd mahajany buduje na naukach hinajany. Po prostu dokłada do nich trochę. Stąd zawsze duży nacisk kładzie się na okazywanie postawy szacunku dla nauk hinajany itd., choć wśród drugorzędnych ślubów znajdujemy również jeden mówiący o tym, że nie będziemy spędzać całego swego czasu na metodach hinajany, mając metody mahajany dla tego samego celu.

Kiedy mamy nakazy, takie jak żeby nie spędzać więcej niż siedmiu nocy wśród osób praktykujących hinajanę, znów musimy rozumieć to prawidłowo. Mówimy to o osobach pracujących tylko dla własnego wyzwolenia, nie troszczących się o pracę na rzecz innych i które mogłyby sobie żartować z praktyk mahajany lub tantry oraz próbować zniechęcać nas i mówić, jak niemądre jest to, co praktykujemy: „To nie jest buddyzm”. I jeśli spędzamy z nimi dużo czasu, to mogłyby spowodować, że porzucimy swoją praktykę. Oczywiście, jednak jest wiele osób praktykujących terawadę i inne rodzaje – właściwie terawada jest jedyną występującą obecnie tradycją hinajany – nie mających takiej postawy wobec praktyk mahajany. Te wskazówki nie odnoszą się więc do takich osób, do tak praktykujących therawadę.

Widzimy tu pewien szerszy wątek, a mianowicie, że kiedy jako bodhisattwa lub potencjalny bodhisattwa pracujemy na rzecz własnego oświecenia i oświecenia każdego, to nie powinniśmy wchodzić w sytuacje, w których moglibyśmy zostać skłonieni do odwrócenia się od tego celu, i nie chcemy powodować, żeby inni odwracali się od tego celu – czy to przez mówienie im wprost, żeby od tego odstąpili, czy przez uczenie ich czegoś, co mogłoby spowodować, że odwrócą się od pracy na rzecz oświecenia.

(15) Fałszywe ogłaszanie urzeczywistnienia pustki

Wykroczenie przeciw piętnastemu ślubowi dotyczy fałszywego twierdzenia o urzeczywistnieniu pustki, a co jest nieprawdą. Odnosi się to do przypadku, kiedy nie urzeczywistniliśmy jeszcze w pełni pustki, niemniej jednak nauczamy o niej, utrzymując, że tak się stało, gdyż zazdrościmy wielkim mistrzom. Wielcy mistrzowie nauczają o niej i prawdopodobnie nauczają o niej poprawnie, zaś my im tego zazdrościmy. Chociaż więc nie pojmujemy tego, zachowujemy się jak wielcy mistrzowie i utrzymujemy, że to rozumiemy. I nie ma znaczenia, czy osoby, którym dajemy owo fałszywe wrażenie, że rozumiemy pustkę – które nauczamy i które muszą pojmować, co im objaśniamy – dają się ogłupić naszym uzurpacjom, czy też zdają sobie sprawę z tego, że my blefujemy. Mogą więc myśleć, że jesteśmy wielcy, że naprawdę to pojmujemy. Mogą również uważać, że jesteśmy idiotami udającymi tylko, że coś rozumieją. Tutaj nie stanowi to różnicy. Jeśli nie pojmują lub nie słyszą naszych objaśnień, to wtedy nasze działanie jest niepełne.

Odnosi się to zatem ściśle do oznajmiania nieprawdziwych urzeczywistnień pustki. Jest jasne, że musimy unikać tego samego w odniesieniu do bodhiczitty lub innych punktów Dharmy. Nie udawajmy, że rzeczywiście w pełni je urzeczywistniliśmy, nauczając o nich, jakby tak właśnie było, kiedy nie miało to miejsca, ponieważ staramy się pomóc każdemu w kwestii oświecenia, a tu dawalibyśmy niepełne lub nieprawdziwe informacje. Nie ma natomiast nic niewłaściwego w nauczaniu o pustce bez pełnego jej urzeczywistnienia, jeśli przyznajemy się do tego i mówimy: „Nie pojmuję jej naprawdę całkowicie – lecz z poziomu, na jakim ją obecnie rozumiem, sądzę, że oznacza ona właśnie coś takiego”. Jest to zupełnie w porządku, o ile nie udajemy czegoś, co nie jest prawdziwe.

Nawet Jego Świątobliwość Dalajlama powie: „Cóż, nie rozumiem tego w pełni itd., lecz oto, jak to pojmuję teraz”. I powie, że ten czy tamten komentarz mówi to i tamto, lecz to naprawdę nie wydaje się sensowne, i wtedy zapyta najbardziej uczonych gesze lub khenpo spośród zgromadzonych słuchaczy, co według nich to oznacza (khenpo jest odpowiednikiem gesze w systemach poza gelugpą). Ci, którzy są wystarczająco odważni odpowiadają coś. Czasami Jego Świątobliwość wywołuje ich pojedynczo z imienia i wtedy muszą coś powiedzieć, nawet jeśli na widowni jest dwadzieścia tysięcy osób, a wtedy Jego Świątobliwość zazwyczaj wszczyna z nimi debatę i mówi: „Zaraz, ale to nie może naprawdę tego znaczyć, z powodu tego, tamtego i owego”. Wtedy zwykle pyta kogoś innego, gdyż często jest tak, że rozmaite podręczniki używane w różnych działach klasztorów podają różne interpretacje.

Pamiętam, że była kiedyś dyskusja, która wywiązała się w podobny sposób podczas nauk, jakie Jego Świątobliwość udzielał na temat natury Buddy, dotycząca tego, jakie rzeczy zawarte są w jakiego rodzaju naturze Buddy, oraz w jaki sposób używa się pewnych określeń, co było niejasne. A po tej wielkiej dyskusji z najbardziej uczonymi lamami tam obecnymi nie doszło do żadnego rozstrzygnięcia. Z tego przykładu wynika jasno, że Jego Świątobliwość nigdy nie twierdzi, że coś rozumie, jeśli tak nie jest i to daje nam wielkie zaufanie do wszystkiego innego, co on rzeczywiście rozumie. Jest to niesamowite, kiedy udziela ustnego przekazu jakiegoś tekstu, odczytując go super szybko, przechodząc przezeń z wielką szybkością, a wtedy nagle niespodziewanie zatrzymuje się, ponieważ właśnie doszedł do punktu, którego nie rozumie, i wtedy zadaje pytania ludziom dookoła. I trudno w to uwierzyć, że oni w ogóle mogą nadążać za tekstem przy tak szybkim odczytywaniu go przez Jego Świątobliwość, lecz, co zadziwiające, że potrafią odpowiedzieć. Zatem pomimo odczytywania tekstu skrajnie szybko, Jego Świątobliwość czyta ze zrozumieniem. Muszę stwierdzić, że robi to ogromne wrażenie.

(16) Przyjmowanie tego, co zostało ukradzione Trzem Klejnotom

Wykroczenie przeciw szesnastemu ślubowi, to przyjmowanie tego, co skradziono Potrójnemu Klejnotowi. I tutaj – a pamiętajmy, że złożyliśmy rdzenny ślub powstrzymywania się od kradzieży lub powodowania innych do dopuszczania się kradzieży czegoś ofiarowanego Buddzie, Dharmie i Sandze – a tu przyjmujemy to jako podarunek lub ofiarę, bądź jako zapłatę czy nagrodę, i musimy to uczynić osobiście lub przez kogoś innego. Tutaj obejmuje to skradzioną rzecz należącą nie tylko do czterech lub więcej członków społeczności monastycznej, jak w tamtym rdzennym ślubie, lecz mogłaby ona należeć również zaledwie do jednego, dwóch lub trzech mnichów lub mniszek.

Nie widziałem żadnego wyjaśnienia kwestii, czy musimy wiedzieć, że to coś ukradziono Potrójnemu Klejnotowi, lecz wyobrażam sobie, że musielibyśmy o tym wiedzieć. Gdybyśmy zaś odkryli to później, oczywiście z pewnością staralibyśmy się daną rzecz oddać. Można by znów zapytać, dlaczego tak wiele nacisku idzie na tę kwestię, żeby nie okradać Potrójnego Klejnotu, lecz jeśli się nad tym zastanowimy, to pieniądze i rzeczy dawane na rozpowszechnianie Dharmy, powiedzmy na druk, przekładanie tekstów, wykonywanie figur dla klasztorów, wyżywienie mnichów i mniszek – wszystko to ma na celu zapewnienie innym okoliczności do osiągnięcia oświecenia. A z pewnością nie chcemy – jako aspirujący bodhisattwowie praktykujący śluby bodhisattwy – czynić czegokolwiek, co odbierałoby innym sposobność osiągnięcia oświecenia.

(17) Niewłaściwa postawa wobec poważnie praktykujących

Wykroczenie przeciw siedemnastemu ślubowi, to przyjmowanie niesprawiedliwego podejścia. Odnosi się to postępowania z określonym rodzajem nastawienia lub uprzedzeń. Są poważnie praktykujące osoby i nie lubimy ich lub żywimy wobec nich gniew, a więc coś im odbieramy lub traktujemy je niesprawiedliwie, faworyzując osoby o mniejszych osiągnięciach, gdyż jesteśmy do nich przywiązani.

Przykładem tu byłoby, kiedy czujemy się zagrożeni przez osoby medytujące w naszym ośrodku buddyjskim i postrzegamy ów ośrodek przede wszystkim jako miejsce spotkań towarzyskich, gdzie chodzimy, aby być ze swymi przyjaciółmi mającymi podobne zainteresowania. Ktoś daje darowiznę ośrodkowi i zamiast wykorzystać ją na zbudowanie miejsca odosobnienia, urządzamy herbaciarnię czy kawiarenkę, żeby ludzie mogli się odprężyć po naukach i spotykać towarzysko. To do tego się ów ślub odnosi: podejścia, które jest niesprawiedliwe, nieodpowiednie. Innymi słowy, powinniśmy starać się uwzględniać i stawiać na pierwszym miejscu osoby studiujące i praktykujące poważnie, i wkładać wysiłek w pomaganie właśnie im, zamiast wspierania osób wcale nie praktykujących poważnie, które pojawiają się wyłącznie w celach towarzyskich. Zwracają się ku Dharmie, gdyż jest to coś bardzo przyjemnego itp., w przeciwieństwie do osób rzeczywiście pracujących ciężko na rzecz osiągnięcia wyzwolenia i oświecenia.

Zauważmy jednak wskazaną tu motywację, że nie lubimy, czujemy się zagrożeni lub odczuwamy gniew wobec tych bardziej poważnych uczniów, gdyż, być może, czujemy się niewygodnie z tego powodu, że oni tak bardzo się starają i tak wiele czynią, a my wcale nie robimy wiele we własnych studiach i działaniach. Bardziej przywiązujemy się do osób studiujących nieregularnie, będących bardziej przyjaciółmi, z którymi miło przebywać i wspólnie pić herbatę czy kawę, więc to na nich kierujemy wszystkie swe wysiłki kosztem osób bardziej poważnie praktykujących. W porządku? Jeśli się nad tym zastanowimy, to możemy znaleźć wiele podobnych przykładów również w klasztorach, np. kiedy to pieniądze idą raczej na budowę domu gościnnego w klasztorze, niż na poprawę odukacji.

(18) Porzucenie bodhiczitty

Następnie przy ostatnim ślubie wykroczeniem jest porzucanie bodhiczitty i oznacza to porzucanie pragnienia osiągnięcia oświecenia dla dobra wszystkich. Pamiętajmy, że mamy dwa poziomy bodhiczitty: aspirujący i zaangażowany. Stan życzeniowy czy aspirujący, to pragnienie osiągnięcia oświecenia, żeby przynosić pożytek innym, zaś stan zaangażowany, to złożenie ślubów bodhisattwy i rzeczywiste angażowanie się w praktyki. Tu odnosimy się do porzucenia tego pierwszego poziomu, aspirującego albo życzeniowego stanu bodhiczitty, ponieważ jeśli porzucimy pragnienie osiągnięcia oświecenia dla pożytku innych, wtedy siłą rzeczy porzucimy również dotrzymywanie ślubów bodhisattwy itp.

Dobrze, tak więc wygląda lista ślubów bodhisattwy dotyczących tych rozmaitych rzeczy, których zamierzamy unikać. Ktoś mógłby narzekać i mówić: „Ojej, tyle tu zasad, tyle rzeczy do przestrzegania – za dużo tego wszystkiego”. Jednak jasnym przykładem zdolności do zachowywania w umyśle całego zestawu zasad jest prowadzenie samochodu. Kierując autem musimy przestrzegać całej serii przepisów, a przecież jest to skrajnie złożona czynność. W większości krajów trzeba poznać zasady ruchu drogowego i zdać z nich egzamin, zanim dostaniemy prawo jazdy, choć, oczywiście, w niektórych krajach trzeba tylko dać łapówkę i dostajemy prawo jazdy. Nie wskażemy nikogo po imieniu. Kiedy jednak nauczyliśmy się tych zasad, wtedy, miejmy nadzieję, zachowujemy je w pamięci podczas jazdy oraz potrafimy panować nad swoim postępowaniem i zatrzymywać się na czerwonym świetle lub przed znakiem stopu, skręcać na odpowiedni pas ruchu itd. Oczywiście niektórzy tego nie robią.

Zauważyłem tu w Moskwie w związku z potwornymi korkami ulicznymi coś, co pobudziło mnie do śmiechu. Było bardzo podobne do tego co spotykamy w Indiach, kiedy tworzą się korki, a mianowicie kiedy pas, na którym jesteśmy, jest całkowicie zajęty i wszyscy stoją, nikt się nie rusza, to zauważyłem jeden czy dwa samochody zjeżdżające na pas, na którym jedzie się w przeciwnym kierunku, i jechały nim, gdyż tam był mniejszy ruch. Większość ludzi w większości krajów przestrzega jednak zasad ruchu drogowego. Bywam często w Meksyku i mają tam bardzo zabawne powiedzenie. Twierdzą, że czerwone światło to jedynie sugestia.

Chodzi tu o to, że nie ma podstaw do narzekania na to, że jest tak dużo tych wszystkich rozmaitych ślubów itd. One są najwyższym stopniu pomocne. Przynajmniej w tradycji gelug mamy coś zwanego Jogą sześciu sesji, w której, jeśli uzyskaliśmy przekaz mocy, czyli inicjację w najwyższej klasie tantry, jednym ze zobowiązań dotyczących praktyki jest codzienne recytowanie jej sześć razy, więc recytujemy te śluby, co pomaga nam o nich pamiętać – jeśli, oczywiście, nie robimy tego tak pośpiesznie, że staję się to jedynie „bla, bla, bla”. W każdym razie, jeśli nie nauczyliśmy się ich na pamięć, co zrobiłby Tybetańczyk, to musimy sobie stale przypominać, czym one są, abyśmy je pamiętali. W porządku?

Zanim przejdziemy do omówienia, jak można osłabić lub utracić owe śluby, czy macie jakieś pytania na temat któregoś z nich?

Jeśli ktoś ukradł pieniądze Potrójnemu Klejnotowi i osoba ta składa następnie ofiarę, to skąd można wiedzieć, czy pieniądze, które oferuje, to są te same pieniądze, które ukradła, zwłaszcza jeśli to nie jest gotówka, jeśli płatność jest z konta bankowego? Nie da się powiedzieć, że to są dokładnie te same pieniądze, które ten ktoś ukradł, gdyż oprócz pieniędzy skradzionych ma też swe własne.

W tekstach, które czytałem, nie uściśla się, czy musimy wiedzieć, że zostały one ukradzione, czy nie. Z naszej strony byłoby więc to, oczywiście, bardzo trudno wiedzieć. Kiedy jest to jakiś przedmiot fizyczny, wtedy jest to jasne. Na przykład przypadek skradzionej figury lub tanki. To dobry przykład. Podczas Rewolucji Kulturalnej w Chinach wielu ludzi kradło obrazy, figury itd. z klasztorów w Tybecie, a potem sprzedawało je ludziom z Zachodu w Hong Kongu itp. Jeśli więc wiemy, że to była jedna z takich rzeczy ukradzionych z klasztorów, to jest wtedy bardzo jasne, że jeśli ją kupujemy, to naruszamy ów ślub. Co do każdej z takich starych tanek itp. dostępnych na rynku, możemy nie wiedzieć dokładnie, że została skonfiskowana podczas Rewolucji Kulturalnej, najprawdopodobniej jednak bez wątpienia zabrano ją z jakiegoś klasztoru. Sam klasztor by jej nie sprzedał.

Są na pewno klasztory i wielcy nauczyciele, którzy dają tanki lub figury w darze, lecz w klasztorach rozgranicza się bardzo ściśle pomiędzy tym, co należy ogólnie do klasztoru, a co jest własnością prywatną. A kiedy daje się ofiarę na rzecz gospodarstwa, powiedzmy gospodarstwa jakiegoś rinpocze w klasztorze tybetańskim – obecnie on może nie mieszkać w tym klasztorze, być na uchodźctwie – trzeba to bardzo ściśle określić, dając tę darowiznę. Czy jest ona dla tego gospodarstwa – nazywa się to po tybetańsku „labrang” – i czy dla tego gospodarstwa ogólnie, czy dla jakiejś określonej osoby w tym gospodarstwie, dla jej osobistego użytku. „Gospodarstwo” oznacza całe domostwo. Mój dom lub powiedzmy dom rinpoczego z wszystkimi asystentami i uczniami mieszkającymi w tym domu, wszystko to jest po tybetańsku labrang. Próbuję to oddać jakimś słowem, więc nazywam to „gospodarstwem”. Gospodarz to ktoś inny, to osoba świecka. Jeśli więc dajemy owe pieniądze na labrang, na gospodarstwo, to można ich użyć tylko w ogólnej kuchni na jedzenie dla wszystkich lub do ulepszenia domu, ulepszenia budynku, zaś nie dla użytku jakiegoś szczególnego członka tego gospodarstwa, łącznie z rinpocze, na zakup nowych szat lub zrobienia czegoś dla siebie, dla prywatnego użytku. Można też użyć ich na rzecz gospodarstwa do zamówienia określonych rytuałów, określonych pudż itp., na ofiary na ołtarz itd. Bardzo ściśle się tego przestrzega w owych labrangach.

Twoje pytanie jest jednak o wiele trudniejsze. Kiedy ktoś kradnie pieniądze potrójnemu klejnotowi, przypuśćmy, że ktoś daje pieniądze jakiemuś ośrodkowi buddyjskiemu – choć dosłownie nie obejmuje to ośrodków buddyjskich, lecz, jeśli chodzi o Sanghę, mówi się o klasztorach. Na Zachodzie najczęściej dotyczy to ośrodków buddyjskich, gdyż nie mamy tu tak wielu klasztorów. Na Zachodzie również posługujemy się słowem „Sangha” bardzo swobodnie – w sposób, jakiego nigdy nie użyłby żaden tradycyjny Tybetańczyk czy buddysta – na określanie ośrodka Dharmy w społeczności świeckiej, który z pewnością nie jest Sanghą. Pytamy więc teraz, czy ślub ten stosuje się do kradzieży na własne cele pieniędzy danych na ośrodek Dharmy? Według komentarzy, kiedy mówimy o okradaniu Sanghi, technicznie biorąc odnosimy się do czterech lub więcej mnichów lub mniszek. Ściśle to ujmując, kiedy formułowano owe śluby, na pewno nie było żadnych świeckich ośrodków Dharmy. Niezależnie więc od tego, czy kradzież darowizny udzielonej na jakiś ośrodek Dharmy stanowi wykroczenie poza ten ślub bodhisattwy, czy nie, to na pewno jest to coś, czego chcielibyśmy unikać.

Na Zachodzie jest bardziej powszechne, że ktoś daje darowiznę pieniężną na ośrodek Dharmy, zaś kierujący ośrodkiem, skarbnik czy ktoś taki po prostu umieszcza te pieniądze na swoim prywatnym rachunku bankowym. Nie mówimy tu, jak wspomniałem wcześniej, o kimś opłacanym z tych pieniędzy, kto rzeczywiście coś wykonuje. Dobrze, więc teraz te pieniądze są na koncie bankowym razem z mnóstwem innych pieniędzy i ten ktoś daje nam coś, daje nam trochę pieniędzy. Bardzo trudno powiedzieć, czy ta osoba mówi sobie świadomie, „Użyję teraz tych pieniędzy, które ukradłem, aby dać je tobie”, czy po prostu tylko dołączyła je do swoich pieniędzy i nie czyni już żadnych rozróżnień. Zasadniczo byłoby więc lepiej unikać przyjmowania czegokolwiek od osoby, o której wiemy, że kradnie lub przywłaszcza sobie fundusze z ośrodka Dharmy czy klasztoru, bądź z dowolnego przedsięwzięcia związanego z Dharmą.

Czy byłoby tak samo, gdyby ktoś ukradł jakąś figurę lub tankę, sprzedał je i dał pieniądze komuś, lub kupił coś za te pieniądze, i dał komuś? Czy to jest takie samo?

Rozszerzając to, tak.

A co, jeśli ktoś ukradłby, na przykład jakąś figurę, ale potem wyznałby to lub pożałował tego. I skoro nie chce już mieć tej figury, to czy powinien ją zanieść do kogoś lub do jakiegoś ośrodka?

Teoretycznie, taka osoba powinna oddać ją tam, skąd ją ukradła. Pamiętajmy, że co do okradania Potrójnego Klejnotu mówi się, że musi tego dopełnić poczucie, że „teraz to należy do mnie”. Jeśli więc ktoś żałuje kradzieży i nie uważa już skradzionej rzeczy za „swoją”, wtedy bez wątpienia postarałby się ją zwrócić. Nie sprzedawałby jej komuś innemu.

Nie zawsze mamy jednak taką możliwość. Na przykład, jeśli pojechaliśmy do innego kraju i coś tam ukradliśmy, a potem wróciliśmy do swego kraju i upłynęło wiele lat. Chodzi mi więc o dwa różne rodzaje motywacji. W pierwszym przypadku ukradliśmy coś specjalnie, żeby ofiarować to komuś innemu, zaś w drugim przypadku zmieniamy zdanie, zmieniamy się, i dopiero wtedy to czynimy. Motywacja jest inna.

Tak, ta motywacja jest inna. Sądzę, że w przypadku, o którym mówisz, powiedzmy, że mamy w domu jakąś tankę lub figurę i po wielu latach odkrywamy, że skradziono ją z jakiegoś klasztoru podczas Rewolucji Kulturalnej. Nie mamy możliwości zwrócenia jej do tego klasztoru, skąd ją skradziono, być może ów klasztor już nie istnieje. Gdybyśmy więc mieli wtedy dylemat, co zrobić z tą figurą czy tanką, to sądzę, że udalibyśmy się do jakiegoś ośrodka Dharmy i ofiarowali jako dar, na pewno nie na sprzedaż, wyjaśniając przy tym okoliczności. Lub przekazalibyśmy tę rzecz klasztorowi, wyjaśniając tę sytuację, że w jakimś sensie zwracamy ją Potrójnemu Klejnotowi. To jedyna możliwość, jaka przychodzi mi na myśl.

Zdarzają się przypadki, gdy klasztory są skrajnie biedne i sprzedają swe skarby handlarzom sztuki, którzy następnie sprzedają je z zyskiem. Czy to jest etyczne? Tak naprawdę nie wiem. Nie kradną, lecz wykorzystują te rzeczy do osiągnięcia zysku. Jeśli ogólnie osiągają z tego jakiś niegodziwy zysk, to czy przedmiotem sprzedaży jest coś związanego z Dharmą, czy nie, jest to działanie powodowane chciwością. Niezbyt to dobre.

Można by oczywiście zabrać się za studiowanie winaji i podobnych źródeł jak prawnik, i starać się wyszukać wszelkiego rodzaju drobne szczegóły, wyjątki i podobne rzeczy, i bez wątpienia zdarzają się uczeni, którzy tak robili i będą robić. Jak jednak wyjaśniłem na początku omawiania przez nas etyki buddyjskiej, dążymy do rozwinięcia własnej rozróżniającej świadomości w celu zrozumienia danej sytuacji oraz najlepszego sposobu poradzenia sobie z nią – jak w twoim przypadku, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że mamy w domu coś skradzionego z jakiegoś klasztoru – a także, jak zminimalizować stopień naruszenia tego ślubu.

Chodzi o to, że śluby są owymi bardzo subtelnymi formami – jak pamiętamy, mówiliśmy o nieujawniających formach na naszym kontinuum umysłu oraz jak funkcjonują one dla kształtowania naszego postępowania – czyli to, co z nich dojrzewa, albo przynajmniej ja to tak pojmuję. Siła takiej subtelnej formy może być zupełnie nienaruszona i wielka lub może być słaba. Sądzę, że zależy to najpierw od złożenia owych ślubów, od siły naszej motywacji. Jeśli składamy śluby po prostu dlatego, że czynią tak nasi przyjaciele, a my nie chcemy odstawać, wtedy moc takiego ślubu byłaby o wiele słabsza, niż gdybyśmy naprawdę się wyrzekli lub naprawdę wzbudzili bodhiczittę. To dlatego w codziennej praktyce odnawiamy śluby bodhisattwy, wzmacniamy je ponownie każdego dnia i staramy się je ugruntować poprzez potwierdzanie swej motywacji. Jeśli wykraczamy poza te śluby, co nieuchronnie wszyscy czynimy, to najczęściej jedynie osłabiamy moc danego ślubu. Jest wyraźnie określona liczba czynników, które muszą być pełne, aby rzeczywiście stracić śluby ze swego kontinuum umysłu – obok samego tylko stwierdzenia, że rezygnujemy z nich, że nie chcemy ich już dłużej. Oczywiście tracimy je w ten sposób.

Przede wszystkim w rozmaitych tekstach wymienia się czynniki mogące spowodować, że wykraczamy poza swe śluby. Pierwszym byłaby nieznajomość ślubu. Po prostu go nie znamy. Drugim, nie dbanie o nic, beztroska. „Nie dbam o swe postępowanie, nie obchodzą mnie śluby, to nie jest ważne”. Inny powód to bycie owładniętym jakąś zakłócającą emocją, doznawanie tak wielkiego gniewu lub żądzy, że zapominamy i naruszamy dany ślub. Kolejnym powodem byłby brak szacunku. Nie szanujemy ślubów lub nie szanujemy osób przestrzegających je. Innym byłoby zapominanie o nich, roztargnienie. Zaś jeszcze innym byłaby słaba uważność. Mamy kiepską pamięć i niezbyt uważamy na to, co robimy.

Wszystkie spośród tych osiemnastu ślubów, za wyjątkiem „utrzymywania zniekształconego, antagonistycznego poglądu” oraz „rezygnowania z bodhiczitty”, wymagają dla swej całkowitej utraty pełnych czterech obowiązkowych czynników. Jeśli myślimy w zniekształcony, antagonistyczny sposób: „To wszystko jest głupie” itd., „Będę spierać się z każdym, kto uważa, że postępowanie bodhisattwy ma jakąkolwiek wartość”. Kiedy tylko tak pomyślimy lub zrezygnujemy z aspirującej bodhiczitty, to tracimy śluby.

W przypadku pozostałych szesnastu trzeba żywić i utrzymywać owe cztery obowiązkowe czynniki od chwili bezpośrednio następującej po wzbudzeniu motywacji naruszenia ślubu – od tej chwili aż do chwili następującej zaraz po dopełnieniu aktu wykroczenia. Jeśli więc w trakcie naruszania ślubu żałujemy tego, co czynimy, nie jest to pełne. Musimy utrzymywać wszystkie cztery z nich podczas całego rzeczywistego aktu naruszania ślubu.

Pierwszym z nich jest nie uznawanie czynionej rzeczy za szkodliwą. Innymi słowy, nie widzimy niczego złego w tym, co robimy, a wyłącznie korzyści, oraz podejmujemy działanie bez żałowania niczego. Drugi polega na tym, że jeśli już wcześniej dopuściliśmy się owego wykroczenia, to nie mamy chęci czy zamiaru powstrzymywania się od powtórzenia go teraz czy w przyszłości. Trzeci to rozkoszowanie się tym, co robimy i podejmowanie tego z radością. Jesteśmy szczęśliwi z powodu tego, co robimy, a co narusza ów ślub. Zaś czwartym czynnikiem jest brak poczucia moralnej godności własnej i brak troski o to, jak nasze postępowanie odbija się na innych. Nie dbamy więc o własne dobre imię. Nie obchodzą nas następstwa dla nas samych – to jest brak poczucia moralnej godności własnej. A drugą częścią jest nie dbanie o to, jak nasze postępowanie odbije się na naszych nauczycielach, na buddyzmie lub na innych. Jeśli obecne są wszystkie te cztery postawy, wtedy tracimy dany ślub, wszystkie śluby bodhisattwy. Jeśli wszystkie te cztery postawy nie są pełne, wtedy ślub po prostu słabnie.

Weźmy więc przykład. Nie pożyczamy komuś jednej ze swoich buddyjskich książek, gdyż jesteśmy do niej przywiązani i skąpi. Nie widzimy w tym nic złego, gdyż ta osoba mogłaby rozlać na nią kawę lub jej nie oddać. Nie pożyczaliśmy nigdy przedtem swoich książek dotyczących Dharmy i nie mamy zamiaru zmieniać tego podejścia – teraz ani w przyszłości. A kiedy odmawiamy, to cieszy nas ta decyzja. Nie wstydzimy się odmawiać, pomimo tego, że rzekomo mamy pomagać każdemu osiągnąć oświecenie – jakże więc moglibyśmy nie chcieć podzielić się jakąś książką Dharmy? I w najmniejszym stopniu nie wstydzimy się tego ani nie obchodzi nas, jak to się odbije na naszych buddyjskich nauczycielach. Nie mamy też zamiaru zrobienia czegokolwiek dla zrównoważenia naszego egoistycznego czynu. To była część tamtego czwartego czynnika, o której nie wspominałem – że nie mamy zamiaru zrównoważyć to, co zrobiliśmy. Jeśli więc wszystkie te postawy są pełne, kiedy odmawiamy pożyczenia komuś swojej książki, wtedy utraciliśmy śluby bodhisattwy. Jeśli jednak brakuje którejś z owych postaw, wtedy jedynie osłabiliśmy dany ślub, zależnie od tego, ile z nich było obecne.

Przypuśćmy jednak, że wykroczyliśmy poza jeden z tych ślubów, lecz bez obecności owych czterech obowiązkowych czynników. W takiej sytuacji nie osłabiliśmy rzeczywiście tego ślubu. Na przykład nie pożyczamy komuś książki, kiedy poproszono nas o pożyczenie naszej książki o Dharmie lub notatek. Prawda? To jest nie dzielenie się Dharmą. Wiemy jednak, że to jest zasadniczo niewłaściwe i nie mamy zamiaru trzymać się tego stale. Nie cieszy nas odmawianie i martwimy się o swój honor oraz jak to odbija się na naszych nauczycielach, mamy jednak jakiś uprawniony powód do odmowy wypożyczenia książki. Na przykład mamy silną potrzebę korzystania samemu z tej książki, gdyż, powiedzmy, robimy tłumaczenie jakiegoś tekstu Dharmy, a ktoś prosi o pożyczenie mu na kilka dni naszego słownika. Cóż, potrzebujemy tego słownika do przekładu, mamy więc palącą potrzebę korzystania z niego lub już obiecaliśmy go komuś pożyczyć. Wtedy naszą motywacją nie jest tu przywiązanie do książki czy skąpstwo i próbujemy to zrównoważyć, przepraszając za niemożność pożyczenia i wyjaśniamy dlaczego oraz zapewniamy tę osobę, że pożyczymy jej tę książkę, kiedy tylko będzie to możliwe. By wynagrodzić stratę możemy zaoferować podzielenie się swymi notatkami z tej książki lub wyjaśnienie czegoś z niej, albo możliwość korzystania z niej w naszym domu wtedy, kiedy jej nie używamy, itd. W ten sposób utrzymujemy w pełni swe śluby bodhisattwy, nawet jeśli technicznie wygląda, jakbyśmy ich nie dotrzymywali, ponieważ nie pożyczamy książki dotyczącej Dharmy.

Jest cały wykaz pokazujący, jak siła ślubu będzie się zmieniała, jak silny będzie on nadal, na ile go osłabiliśmy – zależnie od tego, które z owych czterech czynników są obecne, w jakich połączeniach itd. Nie ma tu potrzeby wchodzić we wszystkie te szczegóły. Tak samo więc jak w przypadku wszystkich ślubów czy nawet destrukcyjnego postępowania, którego unikania nie ślubowaliśmy, ważne jest, żeby starać się możliwie osłabić moc negatywnej karmy, negatywnej siły. Staramy się, żeby nie była taka zła, mówiąc prostym językiem. Ponieważ moc następstwa karmicznego będzie zależeć od wielu czynników, a nie tylko od tamtych czterech. Jak silna jest związana z tym zakłócająca emocja? Jak często to coś robimy. Również zależy to od statusu duchowego osoby, której to dotyczy (przedmiotu naszego działania) oraz naszego własnego.

Jeśli odmawiamy pożyczenia tej książki o Dharmie, powiedzmy nauczycielowi Dharmy, który potrzebuje jej do sprawdzenia czegoś, aby wytłumaczyć to swoim uczniom, jest to o wiele cięższe od nie pożyczenia jej komuś, kto tylko chciałby ją przejrzeć z ciekawości, bez żadnego szczególnego powodu. Ciężar będzie zależał też od naszego statusu duchowego. Czy złożyliśmy ów ślub nie czynienia tego, czy nie? To dlatego nie powinniśmy składać ślubów, jeśli nie możemy ich dotrzymywać. To dlatego bardzo pomaga w przypadku pięciu ślubów świeckich, że mamy swobodę złożenia tylu z nich, ilu zdołamy dochować. Jeśli nie możemy unikać alkoholu lub unikać określonych form zachowań seksualnych, to nie składajmy tego ślubu. Wszystkie te rzeczy wiążące się z czynieniem skutku działania karmicznego silnym możemy znaleźć w szczegółowych naukach o karmie i jest cały ich długi wykaz. Staramy się zatem możliwie osłabić negatywną siłę płynącą z wykroczenia poza dany ślub.

Staramy się postępować przeciwnie do owych obowiązkowych czynników. Zatem, zamiast myśleć, że nie ma w tym nic złego, otwarcie przyznajemy, że to było niepoprawne, że to błąd i żałujemy swego działania, a nie cieszymy się z niego i nie czujemy szczęśliwi. Żałowanie nie oznacza poczucia winy, lecz oznacza tylko, że chcielibyśmy, żeby to coś się nie było wydarzyło lub żebyśmy nie musieli byli tego czegoś zrobić – na przykład żałujemy, że nie możemy pożyczyć komuś swojej książki. Postanawiamy również nie powtarzać danego wykroczenia – postaramy się tak bardzo, jak zdołamy, nie powtórzyć już tego więcej – zamiast nie wykazywania zamiaru powstrzymywania się. Potwierdzamy swą podstawę duchową, bezpieczny kierunek czyli schronienie oraz bodhiczittę, w przeciwieństwie do nie posiadania żadnego poczucia własnej godności moralnej lub troski o to, jak nasze działania odbiją się na innych, na naszych nauczycielach. Innymi słowy, ponieważ dbamy o swoją przyszłość i czego doświadczymy, zależy nam na nauczycielach itd, więc postaramy się znów uczynić z tego bezpiecznego kierunku i bodhiczitty centralną rzecz w swoim życiu. Podejmujemy jakieś działanie przeciwstawne lub naprawcze dla zrównoważenia danego wykroczenia, w przeciwieństwie do braku zamiaru naprawy szkody, jaką sobie wyrządziliśmy. W taki sposób stosujemy cztery standardowe siły przciwstawne, jako przeciwieństwo owych czterech obowiązkowych czynników.

Dobrze, to są więc podstawowe nauki na temat ślubów bodhisattwy. Widzimy, że do złożenia ich potrzebujemy właściwej motywacji, właściwego przygotowania i że możemy wzmacniać je przez składanie ich ciągle na nowo, albo samotnie, albo w obecności nauczyciela duchowego. Bardzo ważne, żeby pamiętać, jakie one są – jeśli więc nie przypominamy ich sobie każdego dnia, to przynajmniej czasem odczytujmy ich wykaz i przypominamy sobie zarówno rdzenne, jak i drugorzędne śluby. I jeśli stwierdzamy, że musimy wykroczyć poza nie z tego czy innego powodu, to starajmy się, żeby owe cztery obowiązkowe czynniki nie były pełne. Staramy się uczynić wykroczenie na tyle słabym, na ile to możliwe, a potem staramy się znów wzmocnić swe śluby.

Czy są w związku z tym jakieś końcowe pytania?

Mam pytanie na temat praw autorskich. Są prawa autorskie do książek dotyczących Dharmy, więc nie można kopiować ich z publikacji. Czy oznacza to, że jeśli kopiujemy je dla osobistego użytku, to okradamy Potrójny Klejnot? A co ze stronami i witrynami internetowymi – kiedy je tam się sprzedaje.

Musimy się w jakiś sposób poradzić prawnika w tej sprawie, ponieważ co do internetu, na ile to rozumiem, jest to w domenie publicznej, więc każdy może sobie wycinać i wklejać. Jeśli więc ktoś w internecie nie chce, abyśmy mieli dostęp do jakiegoś materiału, wtedy każe sobie płacić za dostęp, a jeśli nie zapłacimy, to nie mamy dostępu do niego. Coż, oczywiście znajdują się piraci internetowi zdolni do obchodzenia tego, a to oczywiście jest okradaniem Dharmy, jeśli ktoś stawiał warunek, żeby zapłacić.

W przypadku książek objętych prawami autorskimi jest to kwestia prawna. Toczy się obecnie wielki spór prawny z firmą Google. Zamierza ona udostępnić wszystkie książki. Nie jestem pewien, czy chcą to zrobić bezpłatnie, czy za opłatą, lecz umieścić książki w internecie – przeważnie książki, których nakład się wyczerpał, lecz albo wydawca, albo autor nadal mają prawa autorskie. Jest mnóstwo prawnych wywodów na ten temat i Google zamierza płacić nieco autorom, ale nie jest jasne, co się potem z tym stanie.

Cała ta kwestia zarabiania na Dharmie i czerpania zysku z Dharmy jest osobnym zagadnieniem etycznym, w które nie mamy naprawdę czasu wchodzić. Lecz Śantidewa mówi, że jeśli służący wykonuje dobrą pracę, wtedy ważne, żeby płacić mu tyle, ile potrzebuje. Jeśli jednak służący nie pracuje dobrze lub w ogóle nie pracuje, wtedy płacenie temu służącemu nie jest właściwe. Możemy oczywiście posłużyć się tym samym przykładem w stosunku do kogoś, kto pracuje dla nas, do naszego pracownika. Analogicznie dotyczy to bycia przez nas bodhisattwami i oferowania siebie jako służących wszystkim odczuwającycm istotom. Na przykład poświęcamy swoje życie na tłumaczenie książek o Dharmie lub udostępnianie ich, itd., i jeśli rzeczywiście wykonujemy tę pracę, to jest w porządku, żeby płacić sobie, żeby „opłacać służącego”, zaś jeśli nie wykonujemy tej pracy, to nie płacić. Nie w celu wzbogacenia się na tym, lecz aby się po prostu utrzymywać. Wydaje się to zgodne z radą Śantidewy. Jeśli więc ludzie żądają zapłaty za książki o Dharmie, żeby siebie opłacić, żeby zapłacić innym pracującym przy tym, zapłacić autorowi itd., wtedy nie płacenie im – a tylko kopiowanie sobie danej książki – oczywiście jest problematyczne.

Sprawa ta bardzo się komplikuje. Czy skanujemy książkę bądź kserujemy ją z biblioteki? Uniwersytety mają kopiarki w samych bibliotekach, żeby studenci mogli robić sobie kopie. Mówią nam, że nie powinno się kopiować całych publikacji. To ile można skopiować? Cała ta sprawa staje się sporem prawnym. Sądzę, że wiele zależy od własnej motywacji. Jeśli mamy pieniądze, aby móc sobie kupić daną książkę, ale nie kupujemy jej, gdyż uważamy, że jesteśmy bardzo sprytni, mogąc oszukać wydawnictwo, lub jesteśmy skąpi czy sknerujemy, to bardzo się to różni od tego, kiedy szczerze praktykujemy Dharmę i potrzebujemy materiału z danej książki do własnej praktyki, a po prostu nie mamy pieniędzy na kupienie jej sobie. Uważam, że to bardzo się od siebie różni. Wszystko więc zależy od motywacji, jak sądzę. I niezależnie od tego, czy jest tu rzeczywiście naruszenie ślubu, czy go nie ma, chodzi o to, żeby uczynić wszelką negatywną karmę płynącą z tego na tyle słabą, na ile się da.

Znów zatem praktyka samodyscypliny etycznej w buddyzmie bardzo mocno wiąże się z rozróżniającą świadomością i motywacją, oraz wszystkimi tymi pozostałymi czynnikami. Nie jest to jedynie podejście: „Przestrzegaj prawa. Bądź posłuszny”.

Top